Czy to Mansowie zabili turystów?

Niewiele krain jest tak bogatych w legendy, nieprawdopodobne historie, mroczne tajemnice i dziwne zagadki, jak odludne uralskie szczyty. Hektary ciemnej tajgi, niebezpieczne przełęcze, daleka odległość od siedzib ludzkich i wszystkie inne elementy, charakterystyczne dla tej niegościnnej krainy, silnie oddziaływały na wyobraźnię Rosjan i lokalnych ludów.

O zasnutych mgłami, nieprzystępnych lasach i dalekich szczytach, na których szalały wichury, krążyło szereg magicznych opowieści, pełnych tajemniczych istot, obdarzonych niebezpiecznymi mocami i złowrogimi zamiarami. Północny Ural znajdował się niejako „pod hegemonią” mansyjskiego szamana, którego rytuały, moce i zwyczaje były dla przeciętnego człowieka równie egzotyczne, co kompletnie niezrozumiałe.

Powstałe opowieści, przekazywane głównie drogą ustną, modyfikowane i ubarwiane przez kolejne pokolenia, stały się osnową wielu hipotez dotyczących śmierci grupy Diatłowa. Łączy je wspólny mianownik: legendarne stwory zamieszkujące tajgę lub mansyjski szaman i jego magiczne zabiegi. W Rosji powyższe koncepcje do dziś rozpatrywane są z całkowitą powagą.

Między szamanem a cywilizacją

Wyprawa Igora Diatłowa wiodła przez tereny należące do ludu Mansów, który jako pierwszy osiedlił niebezpieczny i zimny Ural. Plemiona Chantów i Mansów przywędrowały tu przez stepy Syberii dwa tysiące lat przed narodzinami Chrystusa. Ich potomkowie przemieścili się na zachód. Obecnie zamieszkują tereny Węgier[1]. Mansowie żyli w niewielkich osadach, gromadzących zaprzyjaźnionych ze sobą krewnych. Prowadzili życie podobne do plemion pierwotnych i funkcjonowali tak, jak gdyby czas zatrzymał się wiele wieków temu. Podobnie jak przodkowie hodowali renifery i żywili się ich mięsem. Trudnili się rybołówstwem i myślistwem. Zachowali stare tradycje i zdecydowanie nie byli otwarci na nowoczesne zdobycze techniki oraz atrakcje współczesnego świata.

Przełęcz Diatłowa - MansFot. 1 Mansyjska kobieta na saniach, zaprzężonych w renifery. Zdjęcie zostało wykonane w 1957 roku przez studentów Uralskiego Instytutu Politechnicznym im. S. M. Kirowa, w czasie turystycznej wyprawy zimowej. Brały w niej udział trzy ofiary tragedii na Przełęczy Diatłowa: Igor Diatłow, Zina Kołmogorowa i Nikołaj Thibeaux-Brignolle.

Spośród osób cieszących się największym zaufaniem w grupie Mansowie wybierali szamana. Jego zadaniem było kierowanie pragmatycznymi i duchowymi aspektami życia społeczności. Szaman rozstrzygał spory, pomagał w potrzebie, doradzał, reprezentował interesy swego ludu w kontakcie z Rosjanami, dbał o zachowanie tradycji, języka i obrządków sakralnych.

Mansowie wyznawali politeistyczną i antropomorficzną religię, zakładające współistnienie na ziemi materialnego świata ludzkiego oraz świata metafizycznego, na który składali się: bogowie, duchy tajgi, dusze zwierząt oraz święte góry, zamieszkane przez bóstwa. Bogom wystawiano drewniane posągi i świątynie, składano również ofiary z roślin i upolowanych zwierząt. Wedle wierzeń Mansów każdy człowiek posiadał kilka dusz, przy czym mężczyźni mieli ich więcej niż kobiety. Spowodowało to narodziny plotek, jakoby kobiety były „gorsze” i nie mogły odwiedzać świętych miejsc.

Kiedy turyści z grupy Diatłowa zaginęli, lokalne władze partyjne zakładały możliwość rytualnego mordu za złamanie sakralnego zakazu oraz wprowadzenie dwóch dziewcząt na teren świętej góry. Nie było to zgodne z prawdą, gdyż szamani mansyjscy nigdy nie zakazywali kobietom odwiedzania świętych miejsc[2], zaś grupa Diatłowa w ogóle nie przechodziła w pobliżu terenów praktyk religijnych Mansów.

Przełęcz Diatłowa - MansowieFot. 2 Osada Mansów, 1957 rok. Fotografie z wyprawy turystycznej studentów Politechniki Uralskiej.

W styczniu 1959 roku ekipa turystyczna z Politechniki Uralskiej, pod kierownictwem Toli Szuszkowa, wybrała się na Ural w celu poznania kultury Mansów. Liczyła dziesięć osób, w tym cztery dziewczyny[3]. Mansowie przyjęli ich w swoich osadach bardzo gościnnie. Z relacji grupy Toli Szuszkowa oraz dyrektora lokalnego muzeum wiadomo, że lud Mansów nie patrzył przychylnym okiem na nowinki techniczne oraz atrakcje współczesnego świata, do których należało: kształcenie dzieci w szkołach, poruszanie się innym środkiem transportu niż zaprzęg z reniferów lub narty, odwiedzanie lekarza, czy wreszcie: zabiegi higieniczne. Do tych ostatnich czynności skłaniały się jedynie najbardziej postępowe rodziny Mansów.

Przełęcz Diatłowa - Mansowie, znaki Fot. 3 Fotografia wykonana przez Diatłowców w czasie tragicznej wyprawy. Przedstawia znaki pozostawione przez mansyjskich myśliwych na drzewie. Kształt wycięty w korze symbolizuje upolowane zwierzę (w tym wypadku jest to łoś), kreski w środku to podpisy myśliwych (drugi od góry zostawił Mans nazwiskiem Anisimow). Zgodnie z notatką na dole znaku: udane polowanie miało miejsce w lutym 1958 roku.

Góra Umarłych?

Szczyt Otorten, będący jednym z celów wyprawy Igora Diatłowa, w języku mansyjskim nosił nazwę Łunt-Chusap-Siachył, co znaczy „Góra, z której wieje wiatr”. Mansowie nazywali to miejsce „Nie chodź tutaj”. Nie miało to magicznego podłoża. Nazewnictwo szczytów tworzono na bazie oceny pragmatyczności danego miejsca w kontekście ewentualnych polowań. Należy je odczytywać jako: nie chodź tutaj, gdyż na tej górze nie ma zwierząt i nic nie upolujesz.

Namiot i zwłoki niektórych turystów z grupy Diatłowa znaleziono na stoku oznaczonym numerem 1079. Obecnie szczyt nazywa się Górą 1096. Zmiana wynika z ponownych, bardziej precyzyjnych pomiarów. Na ich podstawie wysokość wzniesienia oszacowano na 1096 m n.p.m., korygując tym samym nazwę używaną w latach pięćdziesiątych. Górę 1079 Mansowie określali jako Wierchuspija lub Cholatsjakl.

W jakich okolicznościach szczyt numer 1079 stał się znany jako Góra Umarłych? Wbrew pozorom nie jest prosto rozwikłać tę zagadkę. Wedle jednej z wersji określenie wynika z niefortunnego tłumaczenia mansyjskiej terminologii, które faktycznie powinno brzmieć „Góra Martwoty” lub „Martwa Góra”, to znaczy miejsce bez życia i zwierząt, gdzie myśliwy znajdzie jedynie skały i porosty[5]. Inni badacze tragedii na Przełęczy Diatłowa twierdzą, że nazwa „Góra Umarłych” została spopularyzowana przez profesora A. Matwiejewa. Jego córka Anna napisała jedną z najbardziej popularnych w Rosji książek poświęconych tragicznej śmierci turystów. W opinii niektórych nieprecyzyjne tłumaczenie było celowym zabiegiem, mającym dodać sprawie rozgłosu i  dramaturgii. Trzecia koncepcja historii nazwy „Góra Umarłych” odnosi się do lokalnych podań, wedle których zginęła tu grupa mansyjskich myśliwych[4].

Przełęcz Diatłowa - Mansowie Fot. 4 Tradycyjny, zimowy strój Mansów, uszyty ze skóry renifera.

Zwolennikiem ostatniej hipotezy był Igor Popow, badacz tragedii na Przełęczy. Dotarł do źródeł, wedle których na górze numer 1079 zginęło dziewięciu mansyjskich myśliwych[6]. Wypadek miał miejsce w XVIII wieku i na jego pamiątkę stok nazwano „Górą Dziewięciu Umarłych”. W celu udobruchania duchów tajgi Mansowie przez długie lata składali tu ofiary bogini Sorni Naj[7]. Należy wyraźnie podkreślić, że miało to miejsce w zamierzchłej przeszłości i z całą pewnością nie ma nic wspólnego ze śmiercią turystów z grupy Diatłowa. Sam fakt śmierci dziewięciu mansyjskich myśliwych to podanie przekazywane drogą ustną, którego tak naprawdę nikt nie może potwierdzić. Wszelkie relacje o rzekomych ofiarach z ludzi, które jeszcze w XX wieku składali swoim bogom Mansowie, są lokalnymi legendami i nie mają żadnego umocowania w faktach.

Święta góra i tradycyjna gościna

Wedle licznych źródeł Mansowie zachowywali się agresywnie, zabobonnie oraz mścili na osobach, które weszły na ich ziemie. Jednak z zeznań świadków, zawartych w aktach śledczych, wyłania się zupełnie inny obraz: spokojni, życzliwi ludzie, służący pomocą geologom i leśnikom. Mansyjski tropiciel często doradzał Rosjanom w doborze drogi, pomagał geologom zlokalizować konkretne miejsca w tajdze. W osadach Mansów gościli turyści z Sekcji Turystycznej Politechniki, Uralskiej wybierający się na Ural. Lokalni mieszkańcy kierowali ich na właściwy szlak i częstowali herbatą.

Zinajda Kołmogorowa, Przełęcz Diatłowa Fot. 5 Zina Kołmogorowa (ofiara tragedii na Przełęczy Diatłowa) z dzieckiem mansyjskim. 1957 rok.

Niektórzy uczestnicy tragicznej wyprawy, to jest: Igor, Zina i Nikołaj, byli w mansyjskiej osadzie w 1957 roku. Z wykonanych wówczas fotografii wynika, że zostali przyjęci bardzo ciepło, a Mansowie chętnie pozowali do zdjęć. Rodzimi mieszkańcy uralskiej tajgi współpracowali również z wojskiem, ochraniającym uralskie łagry. Uciekinierzy próbowali schronić się w mansyjskich jurtach, nie wiedząc o tym, że Mansowie, choć przyjęli ich bardzo gościnnie, wydawali zbiegłych wojsku[8]. Otrzymywali za to wynagrodzenie w postaci spirytusu i naboi do karabinów.

Mansowie byli ludźmi prostymi, słabo wykształconymi. Część z nich, zwłaszcza starszych, nie potrafiła czytać, ani pisać. Niektórzy mówili po rosyjsku, co przydawało się w handlu wymiennym i zakupach. Mieli szamana i rozbudowany system religijny, natomiast z protokołów ich zeznań, zawartych w aktach śledczych, należy wnioskować, że sprawy religijne zajmowały głównie osoby starsze i nie były specjalnie istotne ważne dla młodszej społeczności.

Iwan Uwarow, dyrektor Regionalnego Muzeum w Iwdelu, dobrze znający życie codzienne i obyczaje Mansów, zeznał w prokuraturze:

Wiem, że Mansowie mają świętą górę. Znam ją, byłem tam. Nazywa się Jałpyng – Nior, co w tłumaczeniu na rosyjski znaczy: święta góra. Ta góra, sprawdziłem na mapie, znajduje się bardziej na południe, około 40 km. od miejsca, gdzie zginęli turyści. Mansowie nie ochraniają jej. […] Nikogo nie spotkała żadna krzywda ze strony Mansów. Przypuszczenia, że Mansowie napadli na turystów, są błędne i mogą formułować je tylko osoby, którzy nie znają ich życia i obyczajów. Gdyby Mansowie byli winni śmierci turystów żaden z nich nie brałby udziału w poszukiwaniach, a wiem, że trzech Mansów pomagało szukać zaginionych. Na świętą górę chodzi dużo Rosjan: mężczyźni i kobiety. Nigdy nic złego im się nie stało, a czasami towarzyszyli im Mansowie. Osobiście nie dopuszczam takiej myśli, aby Mansowie napadli na turystów z powodów religijnych lub innych przyczyn[9].

W prokuraturze zeznawał również szaman Mansów, nazwiskiem Kurikow, który brał udział w poszukiwaniach turystów. Wykluczył, aby ktokolwiek z jego ludu popełnił zbrodnię:

Osobiście nie wierzę, aby ktoś z Mansów napadł na rosyjskich turystów. Nigdy nic takiego się nie zdarzało. Interesuję się tym i dowiedziałbym się, gdyby to Mansowie ich zabili. Nie mieli żadnych powodów do napaści. Święta góra znajduje się w górnym biegu rzeki Wiżaj. Mansowie tam nie mieszkają. Świętej góry nikt nie ochrania. Rosjanom wolno tam chodzić. […] Na naszym terenie nie ma Mansów, którzy źle odnosiliby się do Rosjan. Nie wiem, dlaczego turyści zaginęli. Nie wiem, co się mogło z nimi stać[10].

Kurikow, Mansowie - szaman Fot. 6 Grigorij (zwany Stiepan) Kurikow, szaman Mansów, który brał udział w poszukiwaniach grupy Diatłowa. Wraz z innymi myśliwymi pomagał w rozpoznawaniu śladów, służył pomocą w zakresie topografii tajgi uralskiej, kierował ekipą poszukiwawczą w dolinie rzeki Łozwy. Cieszył się dużym autorytetem w społeczności mansyjskiej. Potrafił czytać i pisać, swobodnie porozumiewał się w języku rosyjskim.

Mansowie podejrzani o zabójstwo

Dochodzeniu, wszczętemu przez prokuraturę po znalezieniu zwłok ofiar na stoku, nadano status sprawy kryminalnej. W takim wypadku działania śledczych zmierzały do ujęcia mordercy lub morderców turystów. Pierwsze podejrzenia padły na Mansów. Prokurator Korotajew wspomina, że sformułowano je na wyraźne polecenie organów partyjnych:

Skierowanie śledztwa na niewłaściwy kierunek nastąpiło, jak to z reguły bywało, z powodu organów partyjnych. Prodanow, pierwszy sekretarz Miejskiego Komitetu Partii w Iwdelu, zebrał nas i powiedział: „to zabójstwo. Wydaje mi się, że mordercami są Mansowie. Podobnie jak w 1939 roku, kiedy znaleziono kobietę ze związanymi rękoma i nogami, którą wrzucono do jeziora. To jest święte miejsce. Tam nie mogą chodzić żadne kobiety”[11].

Faktycznie stok, na którym znaleziono zwłoki turystów, jak również góra Otorten, nie były świętymi miejscami Mansów, co zostało omówione powyżej. Prodanow pomylił również datę i płeć ofiary w przywołanej sprawie kryminalnej, w której nie postawiono nikomu zarzutów. Niezależnie od tego, na polecenie Miejskiego Komitetu Partii, grupkę podejrzanych Mansów doprowadzono do aresztu. Prokurator Korotajew wielokrotnie współpracował z mansyjskim szamanem i miał o nim jak najlepsze zdanie. Kurikow pomógł również organom ścigania zlokalizować w tajdze podejrzanych myśliwych. Jego udział w sprawie prokurator wspomina następująco:

Sformułowano oskarżenie. Musieliśmy znaleźć i zatrzymać Mansów, co okazało się nie takie łatwe. Pomagał nam Kurikow, ich szaman. Pracowałem w prokuraturze 4 lata i wielokrotnie się z nim kontaktowałem. To porządny, uczciwy człowiek, deputowany do Rady Dzielnicowej, piechur, znawca tajgi. Jelizawieta Troszina zasiada z nim w Radzie Dzielnicowej, na spotkania jeździ pociągiem, a ten Kurikow zasuwa przez tajgę na nartach i przyjeżdża szybciej. Pomógł mi ująć i doprowadzić Mansów do prokuratury. Uczciwość Kurikowa najlepiej obrazuje sprawa jego syna, który zabił kogoś w jurcie w Burmantowie. Kurikow przyprowadził go do prokuratury i powiedział: „to jest zabójca. Osadźcie go.” Przez czterdzieści lat pracy nie widziałem, żeby ojciec przyprowadził pod sąd syna zabójcę.[12]

Aresztowanie Mansów

Mansów trzymano w areszcie przez prawie trzy tygodnie. Przesłuchania były niezbyt owocne, a zeznania podejrzanych dosyć absurdalne i nieintencjonalnie komiczne. Przesłuchujący Mansów prokurator Tiempałow zabrnął w ślepe uliczki ustalania lokalizacji świętej góry Mansów (o której młodsze pokolenie miało mgliste pojęcie) i odgadywania nazwy jeszcze innej góry, z której podobno „wiatr zdmuchnął kiedyś człowieka”. Śledztwo komplikował fakt, że Mansowie nie byli zbyt rozmowni, a prowadzenie dialogu za pomocą monosylab i pomruków było w ich opinii zupełnie wystarczające. Nie wszyscy znali rosyjski, zatem niezbędny był tłumacz, który będąc Mansem, podzielał zamiłowanie podejrzanych do niezwykle lapidarnych wypowiedzi.

Przełęcz Diatłowa - podejrzani Fot. 7 Mansowie z rodu Aniamow i Bachtijarow, które podejrzewano o związek z zabójstwem grupy Diatłowa, 1959 rok.

Podejrzani żyli w jurtach, których większość mieszkańców nosiła to samo nazwisko. Ponieważ zdarzały się również identyczne imiona oraz identyczne imiona ojców, identycznie nazywających się Mansów kwestia rozróżnienia ich wszystkich i ustalenia, o którego dokładnie myśliwego chodzi, okazała się nie lada wyzwaniem. Przykładowo Mans Andriej Aleksiejewicz Aniamow przebywał, wedle własnych słów, na polowaniu w towarzystwie trzech osób: Andriej Aleksiejewicz Aniamow – mój siostrzeniec, Aniamow Nikołaj Pawłowicz – również mój siostrzeniec i Ceskin Konstantin – Mans[13]. Z kolei w jurcie Nikołaja Bachtijarowa, wedle relacji podejrzanego, mieszkały następujące osoby: mój brat rodzony Piotr Bachtijarow Akimowicz z rodziną, krewny Bachtijarow Paweł Wasiliewicz z rodziną, mój krewny Bachtijarow Siergiej Sawieliewicz i jego brat Bachtijarow Prokopij Sawieliewicz[14].

W protokołach przesłuchań aż się roi od absurdalnie niepotrzebnych sentencji, bez żadnego związku ze sprawą, z których co jedna jest bardziej kuriozalna od poprzednich. Kilka przykładów? Bardzo proszę. Trzytygodniowy pobyt Mansów w areszcie wniósł do śledztwa co następuje:

  • Kiedy polowaliśmy w lasach koło rzeki Auspii, widzieliśmy ślady łosi, wilków i rosomaków[15].
  • Rosomaki mogą jeść martwe jelenie[16].
  • Mój brat Piotr Jakimowicz choruje na gruźlicę[17].
  • Mansowie przyjechali do Burmantowa z wizytą, bo tu mieszka ich rodzony wuj, kulawy na jedną nogę[18].
  • Nie mam czasu szukać turystów, bo pilnuje tysiąca dwustu reniferów i muszę uważać na wilki[19].
  • Mój ojciec Bachtijarow, jeszcze zanim umarł, opowiadał, że dawno temu z jakiejś góry wiatr zdmuchnął człowieka i niebezpiecznie jest tam chodzić. Zabronił nam. Co to była dokładnie za góra? Nie pamiętam[20].

Prowadzący przesłuchania prokurator Tiempałow przez trzy tygodnie próbował rozwikłać dwie kwestie. Pierwsza dotyczyła góry, z której rzekomo wiatr zdmuchnął kiedyś człowieka. Kwestia ta była przedmiotem wielu debat najprzeróżniejszych Mansów, którzy nie zawsze uwzględniali fakt, że autor opowieści zmarł 20 lat temu[21] i nikt jego słów potwierdzić nie może. Druga dotyczyła ustalenia, co mówił, lub nie mówił Mans Kurikow i kto wprowadza prokuraturę w błąd. Do wyboru były dwie osoby: jeden Mans twierdzący, iż Mans Kurikow wspominał o jakiś bliżej niesprecyzowanych, żyjących w tajdze dzikusach, czy też Mans Kurikow twierdzący, że nic podobnego nie opowiadał.

Wisienką na torcie był fakt, że decyzji o aresztowaniu nie podjął prokurator prowadzący sprawę, ale partia. Sam Władimir Korotajew od początku był przekonany o niewinności podejrzanych. Znał dobrze mansyjskich myśliwych i ich obyczaje. Hipotetyczny atak Mansów był uzasadniany między innymi tym, iż namiot turystów został rozcięty nożem. Wedle sformułowanych podejrzeń zrobili to napastnicy, którzy próbowali dostać się do środka[22], jednak przeprowadzona ekspertyza wykazała, że rozcięcie zostało wykonane od wewnątrz[23].

Władimir Korotajew - Przełęcz DiatłowaFot. 8 Prokurator Władimir Korotajew (w środku) z Mansami. Pierwszy od lewej to Timofiej Bachtijarow, spokrewniony z rodziną podejrzaną o zabójstwo turystów.

Prokurator Władimir Korotajew był świadkiem nieludzkiego potraktowania Mansów przez oficera milicji. Wspomina o tym w słowach:

Przyjechał jakiś oficer milicji. Przedstawił się. Powiedział, że jest z Moskwy. Areszt znajdował się naprzeciwko mojego gabinetu, w budynku na podwórzu. Przyjechałem tu wieczorem i zobaczyłem, że prowadzą Mansów. Rozebranych, na mrozie, w środku zimy. Powiedziałem, że to bezprawne. Zapytałem, co on wyprawia. Nic im przecież nie udowodniono. Oficer milicji powiedział: „mamy takie polecenie Stalina z 1937 roku, w którym Stalin kazał sekretarzom komitetów rejonowych stosować przemoc fizyczną wobec więźniów politycznych”. Po pewnym czasie wszystkich Mansów naturalnie zwolniłem. […] Jest bezspornym faktem, że mieli nic wspólnego z tym zabójstwem. To uczciwi ludzie[24].

Do wnioskowania prokuratora można dołożyć jeszcze jeden argument. Zimą 1959 roku Mansów trapił bardzo poważny problem – masowa choroba reniferów[25]. Cała mansyjska gospodarka opierała się tych zwierzętach, dających mięso i skóry oraz możliwość handlu wymiennego w najbliższych miastach. Choroba lub pomór reniferów oznaczały w praktyce katastrofę ekonomiczną. Wydaje się zatem absurdalne, aby podejrzani, borykającymi się z poważnymi problemami finansowymi, nie ukradli z miejsca tragedii pieniędzy, zegarków i aparatów fotograficznych, skoro (zdaniem partii) byli w stanie dopuścić się morderstwa. Zarazem do dziś dnia atak Mansów w wielu źródłach podawany jest jako jedna z kluczowych hipotez choćby dlatego, że Mansowie, wedle relacji niektórych świadków, przyznawali się do zabójstwa Diatłowców.

Narkotyczny bieluń i karabin zabójcy

Anatolij Stepoczkin, staruszek, myśliwy, zamieszkały w osadzie Wierchoturia, podzielił się z badaczami tragedii na Przełęczy Diatłowa bardzo złożoną i zagmatwaną historią. W 1981 roku pracował na Uralu jako kierowca ciągnika. Wraz z towarzyszącym mu w pracy Anatolijem otrzymał polecenie przewiezienia 6 ton ryb przez Iwdel i mansyjską osadę Burmantowo. Na trasie zauważyli solidnie rozstawiony namiot. Przed wejściem leżało mięso zabitego łosia. Gospodarza nie zastali. W drodze powrotnej spostrzegli przed namiotem Mansa, który zgodził się przenocować kierowców. Wspólnie wypili alkohol i dokonali handlu wymiennego. Mans oddał Anatolijowi swój zepsuty karabin oraz psa myśliwskiego w zamian za sprawną broń palną. Stepoczkin wspomina:

Miał mansyjskiej roboty piwo. Wypiliśmy je. Zapytałem go: „jak ty tu żyjesz? Mięso leży obok namiotu, nawet go nie chowasz?” Odpowiedział: „my nie musimy niczego chować. Jesteśmy gospodarzami na tej ziemi. Jeśli ktoś nam coś ukradnie, znajdziemy go. Był u nas taki jeden przypadek. Turyści w górach rozgrabili nasze święte miejsce. Zebraliśmy szamanów i myśliwych, wyśledziliśmy ich. W środku nocy, kiedy turyści spali, szamani rozcięli namiot i włożyli do środka palące się zioła bielunia. Myśliwi okrążyli namiot. Zabiliśmy wszystkich, gdy wyskoczyli na zewnątrz. Było ich dziewięciu lub dziesięciu”[26].

Tragedia na Przełęczy DiatłowaFot. 9 Grupa Diatłowa na ziemiach Mansów. Fotografia wykonana najprawdopodobniej 4 dni przed tragedią. Od lewej stoją: Nikołaj Thibeaux-Brignolle, Ludmiła Dubinina, Siemion Zołotariow, Zina Kołmogorowa.

Opowieść Anatolija Stepoczkina wzbudza wątpliwości. Na trasie grupy Diatłowa nie znajdowały się żadne święte miejsca Mansów. W rzeczach turystów nie znaleziono niczego, co mogłoby pochodzić z mansyjskiej świątyni. Datura, inaczej nazywana bieluń dziędzierzawa, ma właściwości narkotyczne. Aleksiej Slepuchin, antropolog, badacz kultury plemion uralskich zapewnia, że Mansowie nie znali datury. W obrzędach religijnych palili hubę brzozową. Jego zdaniem historia ta jest nierealna i wyklucza, aby szamani zastosowali do zabójstwa hubę, która zarezerwowana była w ich kulturze do czynności sakralnych[27]. Sam Stepoczkin przez długie lata milczał na temat zabójstwa, a historią podzielił się wówczas, gdy jego karabinu użyto do porachunków miejscowej chuliganerii, co w opinii niektórych dziennikarzy nie świadczy na korzyść jego wiarygodności[28].

Sensacyjna opowieść wydostała się z mroków pamięci Stepoczkina na światło dzienne dopiero wówczas, gdy lokalna policja i prokuratura zainteresowały się pochodzeniem broni po ujęciu sprawców. Dlatego część badaczy tragedii stoi na stanowisku, iż Stepoczkin po prostu wszystko zmyślił celem odwrócenia uwagi organów ścigania od postrzału wykonanego w 2013 roku z jego broni palnej, którą rzekomo otrzymał wiele lat wcześniej od Mansa – zabójcy. Rzecz jasna poszukiwanie bezimiennego ofiarodawcy karabinu, o którym wiadomo tyle, iż wyglądał „jak każdy Mans” i w 1981 roku siedział przed namiotem, nie okazały się owocne. Opowieści Stepoczkina nie sposób zatem zweryfikować.

Przełęcz Diatłowa - akta śledczeFot. 10 Telegram zawarty w pierwszym tomie akt śledczych, nadany 23 lutego w związku z organizacją poszukiwań grupy Diatłowa. Informuje prokuraturę, iż Mansowie nie widzieli zaginionych turystów, ale zauważyli w tajdze świeży ślad narciarski i miejsce postoju. Zakładając, że ślady należały do grupy Diatłowa, ekipa poszukiwawcza postanowiła skierować we wspomniane miejsce pięciu ludzi, w tym myśliwych mansyjskich, którymi kierował szaman Kurikow.

Tajemnicze utonięcie i zabójstwo sprzed lat

Zanim jeszcze na Przełęczy Diatłowa doszło do tragedii, ziemie należące do ludu Mansów były już przedmiotem zainteresowania prokuratury. Miały tu miejsce bowiem dwa morderstwa, których sprawców nigdy nie ujęto. W latach trzydziestych XX wieku, w jednej z rzek, znaleziono zmasakrowane zwłoki kobiety, jak się później okazało – pracującej w tajdze geolożki. Obrażenia wskazywały na atak człowieka, jednak mordercy nigdy nie odnaleziono. Prokuratura podejrzewała, że za zbrodnię odpowiadają Mansowie. Aresztowano wielu myśliwych, jednak wszystkich wypuszczono z powodu braku dowodów ich winy[29]. Sprawa zamordowanej geolożki nigdy nie doczekała się rozwiązania i rzuciła bardzo istotny cień podejrzeń na Mansów, w zakresie ich prawdomówności i czystych intencji.

Zaufanie rosyjskiej prokuratury do Mansów zostało dodatkowo nadszarpnięte z powodu tajemniczego utonięcia Dmitrija Łopatina. Do tej sprawy sprzed lat (tragedia wydarzyła się w 1934 roku) prokuratura wróciła przy okazji znalezienia zwłok turystów z grupy Diatłowa. W dniu 9 marca 1959 w Iwdelu prokurator Tiempałow przesłuchał w charakterze świadka Elizawietę Łopatinę, rodzoną siostrę ofiary. Zeznała:

Pod koniec kwietnia mój brat Dmitrij udał się na polowanie na łodziach po rzece Łozwie. Był z nim mój ojciec Paweł, jeden Mans i jego syn Nikołaj. Obydwaj Mansowie już nie żyją. Wszystko wydarzyło się w 1934 roku. Ojciec i Mans pływali na łódce razem, jako pierwsi. Za nimi mój brat, razem z synem Mansa. Rankiem, w okolicy Sobjanino, okazało się, że brata nie ma w łodzi. Ojciec spytał Mansów: gdzie jest Dmitrij? Powiedzieli, że przewrócił się w łodzi i utonął. Łódź rzeczywiście była przewrócona. Ojciec natychmiast zawiadomił milicję i rozpoczęto poszukiwania brata na Łozwie. […] Znaleziono go dopiero 6 lat później, kiedy usuwano zator na rzece. […] Mój ojciec i brat dobrze znali tych Mansów. Przyjaźnili się z nimi. Ojciec mówił, że nie było między nimi konfliktów. Kiedy brata znaleziono w rzece, miał związane ręce i nogi[30].

Ostatni szczegół, poruszony w zeznaniach Elizawiety, nie stawia Mansów w zbyt dobrym świetle, jednak sprawa utonięcia Dmitrija nigdy nie została wyjaśniona.

Co ustaliła prokuratura?

Wnioski prokuratury zostały zapisane w protokole zamknięcia śledztwa. Brzmią następująco: „ustalono, że ludność narodu Mansów, mieszkająca około 80 – 100 km. od miejsca tragedii, odnosi się do Rosjan przyjaźnie – oferuje turystom nocleg, okazuje pomoc itp. Zimą, miejsce śmierci grupy Diatłowa, jest uważane przez Mansów za bezużyteczne w zakresie polowań i hodowli reniferów”[31].

________

© Alice Lugen. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Proszę o wskazanie autora i źródła przy korzystaniu z prawa cytatu.

  • Konsultacja antropologiczna – Olena Adriejewna.
  • Konsultacja w zakresie topografii – Grigorij Kontaniszow.
  • Konsultacja historyczna – Michaił Kaszczow.
  • Tłumaczenia fragmentów akt śledczych i innych cytatów – Alice Lugen.

Odczytanie pisma Mansów zostało oparte o materiały antropologiczne, zgromadzone przez Maję Leonidowną Piskariewą.

Zdjęcia użyte na stronie pochodzą ze zbiorów Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa, prowadzonej przez Jurija Kuncewicza, z siedzibą w Jekaterynburgu, która posiada do nich wszelkie prawa. Z wyjątkiem serwisu diatlow.pl fotografia nie może być upowszechniana bez pisemnej zgody Fundacji.

Opowieść Anatolija Stepoczkina po raz pierwszy została spisana przez dziennikarzy: Nikołaja Warsegow i Natalię Warsegow.

W artykule wykorzystano:

  1. Tłumaczenie fragmentu referatu W. Korotajewa, wygłoszonym na konferencji z okazji pięćdziesięciolecia tragedii. Prawa autorskie do archiwalnego nagrania: Центр Трагедии Дятловцев.
  2. Tłumaczenie fragmentu wypowiedzi Anatolija Stepoczkina. Prawa autorskie: Комсомольская Правда.

________

Wykaz   źródeł:

[1] М. Владимиров В страну югорию. Путевые заметки во время туристского похода студентов геофака сгпи по Северному Уралу в январе – феврале 1959 года, infodjatlov.narod.ru

[2] Протокол допроса свидетеля Уварова И. В., Удобное Дело, Том 1, 60 – 61

[3] М. Владимиров В страну югорию. Путевые заметки во время туристского похода студентов геофака сгпи по Северному Уралу в январе – феврале 1959 года, infodjatlov.narod.ru

[4] Дело Томное „Гибель Группы Дятлова”, КТВ Телевидение, 12.12.2010

[5] С. Подкорытова Итоги недели: тайна перевала Дятлова раскрыта, Телекомпания ОТВ VIDEO, 22.02.2015

[6] И. Попов Это была лавина…, в: Р. Печуркина Я хочу, чтобы вы жили долго, Областная Газета, 03.02.2004

[7] Д. Антоненков Крушение у перевала Дятлова, Подробности, 30.09.2004

[8] М. Огечин Тайна горы мертвецов. Перевал Дятлова, Россия-1, 5-6.03.2013

[9] Протокол допроса свидетеля Уварова И. В., Удобное Дело, Том 1, 60 – 61

[10] Допрос свидетеля Курикова Г., Удобное Дело, Том 1, 232

[11] Текст видеозаписи выступления  Коротаева В. И. на вечере 01.02.09 г. 50 Лет трагедии. Интернет-Центр Трагедии Дятловцев, 2009

[12] Текст видеозаписи выступления  Коротаева В. И. на вечере 01.02.09 г. 50 Лет трагедии. Интернет-Центр Трагедии Дятловцев, 2009

[13] Допрос свидетеля Анямова, Удобное Дело, Том 1, 230 – 231

[14] Протокол допроса свидетеля Бахтиярова Н. (Г.), Удобное Дело, Том 1, 84 – 85

[15] Допрос свидетеля Анямова, Удобное Дело, Том 1, 230 – 231

[16] Допрос свидетеля Шешкина, Удобное Дело, Том 1, 263

[17] Протокол допроса свидетеля Бахтиярова Н., Удобное Дело, Том 1, 82 – 83

[18] Допрос свидетеля Мокрушина, Удобное Дело, Том 1, 221 – 222

[19] Протокол допроса свидетеля Бахтиярова Н., Удобное Дело, Том 1, 82 – 83

[20] Допрос свидетеля Бахтиярова Петра, Удобное Дело, Том 1, 225 – 226

[21] Допрос свидетеля Бахтиярова Петра, Удобное Дело, Том 1, 225 – 226

[22] А. Архипов Высота 1079. Новые факты, АИФ- Урал, 2004, № 5

[23] Фототаблица № 1, № 1, экспертизы № 199, Удобное Дело, Том 1, 388 – 392

[24] Текст видеозаписи выступления  Коротаева В. И. на вечере 01.02.09 г. 50 Лет трагедии. Интернет-Центр Трагедии Дятловцев, 2009

[25] Допрос свидетеля Бахтиярова Петра, Удобное Дело, Том 1, 225 – 226

[26] Туристов на перевале Дятлова могли убить манси, КП ТВ Video, 26.01.2016

[27] Н. Варсегов и Н. ВарсеговаТуристов на перевале Дятлова могли убить манси, К. П., 26.01.2016

[28] Пожилой уральский охотник обвинил хантов в гибели группы Дятлова, MIR 24 TV, 19.01.2016

[29] А. Захаров Гора Марвецов, таиноe.ру, 2007

[30] Протокол допроса свидетеля Лопатина Е. П., Удобное Дело, Том 1, 58  – 59

[31] Постановление о прекращ. Дела, Удобное Дело, Том 1, 384 – 387

 

Dodatkowe źródła antropologiczne i historyczne dotyczące kultury Mansów:

  1. Ищенко В., Сысуев Ю. Народ манси: история расселения, ХМАО-Югры, 11.02.2011
  2. Мифы, предания, сказки хантов и манси, 1990
  3. Прокофьева Е. Д. Ханты и манси, Народы Сибири, 1956
  4. Соколова 3. П. Обско-угорское жилище и его история, 1957
  5. Соколова З. П. Ханты и манси: взгляд из XXI в., Наука, 2009

Wykaz bibliograficzny prac poświęconych kulturze i językowi Mansów tutaj