Poszukiwania

Kiedy turyści nie wrócili….

Wyobraź sobie, że Twój ukochany brat i zarazem najbliższy przyjaciel nie wrócił z wyprawy górskiej. Mieszkasz w ZSRR. Jest 1959 rok. Z uralską tajgą nie ma z łączności telefonicznej. Zaginął również członek zarządu Sekcji Turystycznej, która nadzorowała wyprawę. Sama Sekcja nie ma pojęcia o tym, co się stało z grupą i lekceważy Twoje prośby o powołanie ekipy poszukiwawczej. Nie dysponuje dokładną mapą Uralu ani planem trasy grupy, naniesionym na mapę. Komisja Tras Turystycznych nie wie, co się stało z turystami. Nie posiada mapy ani planu trasy. Niekompetencja i porażająca głupota pracowników wspomnianych instytucji doprowadza Cię do białej gorączki. Tymczasem lokalne władze partyjne otrzymują pakiet donosów, wedle których Twój brat był zachodnim szpiegiem i uciekł za granicę, aby wydać Amerykanom tajemnice technologiczne radzieckiej bomby atomowej.

Dni mijają, brat nie wraca. Dzwonisz do jego zakładu pracy w Moskwie. Płaczesz, szalejesz z niepokoju, bezskutecznie prosisz i błagasz władze, by wreszcie wysłały ekipę ratunkową. Wówczas odwiedzają Cię pracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, prowadzący dochodzenie w sprawie szpiegostwa gospodarczego, w które rzekomo zamieszany był Twój brat. Nie zamierzają go szukać, ale sformułować zarzuty i sprawdzić kto pomagał szpiegowi. Pierwsze podejrzenia padają na rodzinę, a przede wszystkim na Ciebie, ponieważ nie należysz do partii.

Brzmi jak nieprawdopodobny horror? Właśnie tak wyglądały trzy tygodnie życia Rimmy, siostry Aleksandra Kolewatowa, który zginął na Przełęczy Diatłowa.

Jak to stało i dlaczego ekipa poszukiwawcza wybierała się na miejsce tragedii niczym przysłowiowa sójka za morze? Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

Telegram, który nie dotarł

12 lutego Diatłowcy mieli dotrzeć do Wiżaju i nadać stamtąd telegram, a następnie 14 lub 15 lutego wrócić do Swierdłowska.[1] Telegram oczywiście nie dotarł. Brak wiadomości od turystów początkowo nie wzbudzał żadnego niepokoju, z uwagi na tryb pracy ówczesnej poczty. Telegramy stosunkowo często gubiły się, docierały w złe miejsce, albo przychodziły z poważnym opóźnieniem.[2] Zakładano zatem, że Igor i jego towarzysze mogą pojawić się w Swierdłowsku wcześniej niż nadana w Wiżaju depesza.

Jurij Judin, który odłączył się od grupy przed wejściem na szlak, przekazał Politechnice wiadomość od Igora Diatłowa. Dotyczyła ona wydłużenia czasu wyprawy i tym samym przesunięcia terminu nadania telegramu z 12 lutego na 16 lub 17 lutego.[3] W prokuraturze[4] Judin zaprzeczał, aby komukolwiek wspominał coś o opóźnieniu, jednak jego słowa słyszało i zapamiętało wielu studentów Politechniki. Rzekome przesunięcie powrotu o 4 lub 5 dni wydaje się dziwne, gdyż Diatłowcy nie posiadali aż tak dużego zapasu żywności.[5] Ponadto Judin rozstał się z grupą przed wejściem na szlak,[6] kiedy wszystkie punkty wyprawy zostały realizowane zgodnie z harmonogramem.

Nikt nie wie, kiedy zacząć poszukiwania…

Rodzice Ludy, Rustema i rodzina Aleksandra zaczęli niepokoić się o los turystów. O pomoc zwrócili się do Klubu Sportowego, działającego na Politechnice Uralskiej. Od 1955 roku kierował nim Lew Gordo – członek partii, z niepełnym wykształceniem średnim, weteran wojenny, oznaczony licznymi medalami.[7] Jego stosunek do obowiązujących procedur był, najdelikatniej mówiąc, dosyć luźny. Nikt się tym nie przejmował, ponieważ w ZSRR bardzo szanowano sportowców. Partia hojnie inwestowała środki w promocję sportu i turystyki. Gordo dysponował zatem solidnym budżetem, pozwalającym dofinansować wszystkie wyprawy turystyczne studentów.

Lew Gordo - Przełęcz DiatłowaFot. 1 Lew Gordo (fotografia wykonana 5 lat przed tragedią na Przełęczy). Jego syn Władysław uważa, że śmierć grupy Diatłowa była bezpośrednim wynikiem wejścia turystów do strefy zamkniętej, w której prowadzono operacje wojskowe.[8] Podobnego zdania był sam Lew Gordo.

Przy Klubie Sportowym, kierowanym przez Lwa Gordo, funkcjonowała Sekcja Turystyczna. W jej zarządzie zasiadał Jurij Doroszenko.[9] W związku z tym Diatłow nie spodziewał się żadnych kłopotów z akceptacją wycieczki z ramienia Politechniki. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której Sekcja Turystyczna nie wyda zgody na wyprawę, w jakiej bierze udział członek zarządu tejże Sekcji. Warto również pamiętać, iż po zdobyciu Otorten zimą, Igor otrzymałby tytuł Mistrza Sportu ZSRR, który napawałby dumą Lwa Gordo i całą uczelnię.

Mistrz Sportu ZSRR - Tragedia na Przełęczy Diatłowa Fot. 2  Po lewej – odznaka Mistrza Sportu ZSRR przyznawana w latach 1935 – 1992. Po prawej: odznaczenie „Mistrz Sportu Rosji” przyznawane współcześnie. (Domena publiczna, wolna licencja).

Krewni nie uzyskali w Sekcji Turystycznej żadnej pomocy ani informacji, o czym Rimma Kolewatow – siostra Aleksandra, opowiedziała w prokuraturze:

Rodzice martwili się o swoje dzieci i oczywiście dzwonili do Sekcji Turystycznej Politechniki i do Miejskiego Klubu Sportowego, co wiem od relacji rodziny Dubininy i Słobodzina. Sama zadzwoniłam do Sekcji Turystycznej trzy dni po terminie kontrolnym. Lew Gordo, Kierownik Sekcji Turystycznej, ciągle był nieobecny. Próby dodzwonienia się do niego okazały się daremne, ponieważ niemożliwe było zastać go w pracy.[10]

Lew Gordo nie przejął się upływającym terminem. W zasadzie cała Sekcja Turystyczna była oazą spokoju. Wynikało to z faktu, iż piątego lutego turyści Politechniki, będący na wyprawie uralskiej pod kierownictwem Anatolija Szumkowa, widzieli nad Otorten światła, które błędnie zinterpretowali jako fajerwerki wystrzelone przez grupę Diatłowa w związku ze zdobyciem szczytu. Tym samym zakładano, że wyprawa lekko się opóźniła i zarazem turystom nie stało się nic złego. Ponadto jedna z ekip turystycznych, po powrocie do Swierdłowska, poinformowała wszystkich o silnej zamieci.[11] Uważano zatem, że przyczyna opóźnienia Igora i jego towarzyszy może tkwi w niekorzystnych warunkach pogodowych. W Sekcji Turystycznej dwie doby „poślizgu” wywołane załamaniem się pogody i zatrzymaniem turystów na trasie były standardowo doliczane do terminu kontrolnego.[12] Jeśli nałożymy na siebie wszystkie możliwe przyczyny, to jest: rzekome przesunięcie terminu kontrolnego, załamanie pogody w drodze na Otorten, opóźnienie w zdobyciu szczytu, załamanie pogody w drodze powrotnej oraz zagubiony przez pocztę telegram uzyskujemy wyjaśnienie, dlaczego do 17 lutego nikt z Sekcji Turystycznej nie zaniepokoił się losem Diatłowców.

Rodziny zaczęły się już poważnie martwić, ale 18 lutego Gordo poinformował, iż z Wiżaju otrzymano telegram. Wedle jego słów nadała go grupa Diatłowa, która poinformowała Sekcję Turystyczną o zatrzymaniu na trasie. W rzeczywistości Gordo nie sprawdził, kto jest autorem depeszy, tylko automatycznie założył, że wysłali ją ci studenci, o których ostatnio wypytują się rodziny. Później okazało się, że telegram został nadany przez grupę Jurija Blinowa, z którą Diatłowcy wyruszyli ze Swierdłowska. Siostra Aleksandra Kolewatowa opowiedziała o tej pomyłce w prokuraturze z nieskrywaną złością:

Oburzający i karygodny jest dla mnie następujący fakt: 18 lutego Gordo poinformował Komitet Partyjny Politechniki, że otrzymano telegram z Wiżaju, mówiący o zatrzymaniu się grupy na trasie. F. P. Zaostrowskij, sekretarz Komitetu Partyjnego Politechniki, nie sprawdził informacji od Gordo i o zdarzeniu nie poinformował dyrektora instytutu N. C. Siunowa. Dyrektor zaś dowiedział się o tym dopiero wtedy, kiedy zatelefonował do niego E. P. Fedczenko z Miejskiego Komitetu Partyjnego. Zostałam zmuszona do tego, aby osobiście zwrócić się do Komitetu Miejskiego z prośbą o przedsięwzięcie środków do poszukiwań grupy. Oczywiście telegramy pomylono, został on nadany przez inną grupę, którą dowodził Blinow, a dyrektora instytutu o sprawie nie poinformowano.[13]

Na skutek bałaganu wprowadzonego przez Gordo rozpoczęcie prac ekipy poszukiwawczo – ratunkowej jeszcze bardziej się opóźniło. Co gorsza: bliscy ofiar tragedii, przez moment spokojni o losy turystów, po rozpoznaniu pomyłki zareagowali wzmożonym i zwielokrotnionym strachem. Tymczasem koledzy i koleżanki Diatłowców z Politechniki nie odczuwali paniki. Władimir Askienadzie, który brał udział w poszukiwaniach grupy Diatłowa, znał większość uczestników wyprawy z uczelni i wspólnych studiów. Luty 1959 roku wspomina w słowach:

Po zakończeniu ferii zimowych spotkaliśmy się w Sekcji Turystycznej. Jak zawsze wszyscy chcieliśmy podzielić się nowymi wrażeniami i nowo poznanymi piosenkami turystycznymi. Pamiętam, że ktoś przyszedł do nas i powiedział, iż siostra Diatłowa  właśnie rozmawia z Komitetem Partyjnym uczelni i prosi o natychmiastowe rozpoczęcie poszukiwań. To było między 18 a 20 lutego. Kierownicy grup turystycznych z powodzeniem zakończyli swoje wyprawy. Wiedzieliśmy, że Diatłowcy się spóźniają i również zaczęliśmy odczuwać lekki niepokój, ale bez paniki. Grupa Diatłowa była uważana za jedną z najlepszych. Nikt nie mógł uwierzyć, że coś jej się stało.[14]

Nikt nie wie, gdzie szukać turystów…

Pod wpływem nacisku ze strony rodzin Sekcja Turystyczna zaczęła zastanawiać się nad wysłaniem ekipy poszukiwawczej. Wówczas pojawiła się bardzo poważna przeszkoda. Okazało się, że nikt nie posiada mapy, na której zaznaczono plan trasy grupy Diatłowa. Igor powinien złożyć ją w dokumentach, wraz z projektem wyprawy. Nie zrobił tego, a braku nikt nie zauważył. W związku z powyższym Sekcja Turystyczna dysponowała jedynie mglistą informacją, wedle której grupa Diatłowa poszła „gdzieś na Północny Ural, aby zdobyć szczyt Otorten i Ojka-Czakur”. Przy tak skąpych wskazówkach organizację poszukiwań uznano za niemożliwą.

Jedyną trzeźwo myślącą osobą w zakresie rozwiązania powyższego problemu była siostra Aleksandra – Rimma Kolewatow. Zmagania opisała w słowach:

Kiedy Politechnika zaczęła organizować poszukiwania, okazało się, że w Sekcji Turystycznej nie ma mapy, wedle której poruszali się studenci, ani schematu trasy, naniesionego na mapę. Milman, zastępca przewodniczącego Sekcji Turystycznej Politechniki, dowiedział się od osób trzecich, że posiadałam taką mapę przed wyruszeniem grupy na wyprawę. Zadzwonił do mojej siostry Niny, z prośbą o dostarczenie mapy, na podstawie której miały rozpocząć się poszukiwania, ale przecież mój brat Aleksander zabrał tę mapę ze sobą, na wyprawę. […] Świadczy to o zupełnej obojętności i braku kontroli ludzi, którzy ponoszą odpowiedzialność za organizację wypraw i wysyłane grupy.[15]

Co ciekawe: Jewgienij Maslennikow, pracownik Komisji Tras Turystycznych, zeznał w prokuraturze, iż Igor przekazał mu szczegółowe mapy regionu.[16] Wszystko wskazuje na to, że minął się z prawdą. Po pierwsze: nie posiadał mapy, gdy była pilnie potrzebna, a po drugie: szczegółowych map Północnego Uralu w 1959 roku nie mogła zdobyć nawet prokuratura. Dlaczego? Ponieważ teren był objęty tajemnicą wojskową.

Przełęcz Diatłowa mapaFot. 3 Fragment arkusza 76, pierwszego tomu akt śledczych. Oto najdokładniejsza mapa Uralu, jaką uzyskała prokuratura cywilna. Nie zaznaczono na niej szczytów, obiektów wojskowych, lokalizacji łagrów, zakładów geologicznych i praktycznie niczego, z wyjątkiem rzek. Istotne dla dochodzenia szczegóły prokurator Lew Iwanow sam narysował ołówkiem.

Przełęcz Diatłowa mapaFot. 4  Okładka mapy geologicznej Uralu z 1941 roku, która stanowiła podstawę do poszukiwań Diatłowców i planowania tras turystycznych. W 1959 roku nie było nowszej ani dokładniejsze mapy. Zielonym kolorem zaznaczono zastosowaną w niej skalę – odcinek odpowiada 60 kilometrom.

Zarówno Maslennikow, jak i Gordo, zapewniali prokuratora o idealnym porządku, panującym w podległych sobie instytucjach.[17] Brak wieści od ekipy Diatłowa powoli wyciągnął na światło dzienne stan faktyczny. Po zakończeniu śledztwa Lew Gordo został zwolniony z pracy.[18] Maslennikow, który brał udział w poszukiwaniach turystów, dowodził całą cywilną grupą poszukiwaczy i był „prawą ręką” prokuratora Iwanowa w zakresie wiedzy o turystyce, uniknął odpowiedzialności. Nie postawiono mu również żadnych zarzutów dotyczących braków w dokumentacji projektu wyprawy. Zarazem W. F. Kuroczkin, kierownik Miejskiego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu, który nie zadbał o właściwą pracę podległych mu instytucji turystycznych, awansował i został wybrany Przewodniczącym Prezydium Rady Związku Sportowego.[19] Awans Kuroczkina miał miejsce w dniu 26 marca 1959 roku, to jest dokładnie miesiąc po znalezieniu pustego namiotu Diatłowców. Niebawem otrzymał karę nagany od lokalnego biura KC, ale pozostał na stanowisku.

Przełęcz Diatłowa - akta śledcze Fot. 5 Arkusz numer 387 pierwszego tomu akt śledczych. W protokole, podpisanych w dniu 28 maja 1959 roku, przez prokuratora Lwa Iwanowa, znajduje się następująca adnotacja: „za błędy w organizacji wypraw turystycznych i niewystarczającą kontrolę Biuro KC Komunistycznej Parti Związku Radzieckiego ukarało w porządku partyjnym następujące osoby: dyrektora Politechniki Uralskiej – Siunowa, sekretarza biura partyjnego – Zaostrowskiego, przewodniczącego Rady Zakładowej UPK – Słobodina, przewodniczącego Miejskiego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu Kuroczkina i inspektora Komitetu – Ufimcewa. Gordo – prezes zarządu Sekcji Turystycznej Politechniki Uralskiej został zwolniony z pracy”.[20]

Newralgiczna mapa i tajemnice państwowe

Rimma, siostra Aleksandra, nie widząc żadnej logiki w poczynaniach Sekcji Turystycznej, samodzielnie ustaliła, że dostarczycielem mapy był Ignat Riagin, następnie skontaktowała się z nim i poprosiła o to, aby z pamięci odtworzył plan trasy turystów. Dokument ten osobiście wręczyła pułkownikowi Ortiukowowi, odpowiedzialnemu za organizację poszukiwań z ramienia Politechniki.[21] Czy posiadanie mapy usprawniło poszukiwania? Wręcz przeciwnie: problemy zaczęły się dopiero teraz.

Na podstawie rysunku ustalono, jaką dokładnie mapę Riagin wręczył Aleksandrowi. Wybuchła afera na niespotykaną skalę. Sprawa trafiła do Andrieja Kirilenki – pierwszego sekretarza partii obwodu swierdłowskiego, który poinformował o sprawie Diatłowców najważniejszą osobę w państwie, to jest Nikitę Chruszczowa.[22] Naturalnie, w czasie zimnej wojny, wyścigu zbrojeń i dwa lata przed wysłaniem Gagarina w kosmos, Chruszczow miał dużo ważniejsze problemy niż pilnowanie punktualności górskich wycieczek, a raport Kirilenki zdecydowanie nie wynikał z troski o turystów.

Należy tu wyjaśnić, iż Ignat Riagin był geologiem, zatrudnionym w instytucie wydobywającym miedź na terenie Uralu.[23] Zakładano, że wręczył Aleksandrowi tajną mapę rządową, na której zaznaczono punkty odnalezienia i wydobycia z ziemi najcenniejszych surowców uralskich, w tym zasobów złota oraz tajne obiekty wojskowe, poligony, bazy i uralskie łagry, których lokalizacja została naniesiona na plany badań geologów.

Wybuchł skandal, poinformowano o tym partię oraz samego Afanasija Jesztokina, który wówczas kierował zarządem paliwowym i przemysłowym w Swierdłowsku, jak również był drugim sekretarzem partii. Jesztokin znajdował się zatem wśród najważniejszych władz partyjnych i został wymieniony przez prokuratora Iwanowa jako jedna z czterech osób, która znała prawdę na temat przyczyn tragedii na Przełęczy. Drugą osobą był prokurator Iwanow, trzecią prokurator rejonowy N. Klinow, a czwartą wspomniany powyżej, korespondujący z Chruszczowem, Andriej Kirilenko.[24] Warto zwrócić uwagę na ten fakt, ponieważ wielu badaczy sprawy zupełnie zapomina, iż tajemnica Przełęczy Diatłowa została rozwiązana już dawno temu.

Andriej Kirilenko, Afanasij Jesztokin, ZSRR Przełęcz Diatłowa Fot. 6 Od lewej: Andriej Kirilenko i Afanasij Jesztokin. W 1959 roku pełnili funkcję pierwszego i drugiego sekretarza partii w Swierdłowsku. Zdaniem prokuratora Iwanowa wiedzieli, co tak naprawdę stało się na Przełęczy. Śledztwo Lwa Iwanowa zostało zamknięte na ich wyraźne polecenie. Od połowy kwietnia 1959 roku prokurator nie mógł podjąć praktycznie żadnej decyzji bez zgody Jesztokina. Podzielił się z nim swoją hipotezą. Wówczas otrzymał polecenie oddania materiałów do służb specjalnych i zamknięcia dochodzenia. Fot. – domena publiczna, wolna licencja.

Kto zaginął: turyści czy szpiedzy?

Rimma Kolewatow, bliska szaleństwa z niepokoju o brata, skontaktowała się z Instytutem 3394 w Moskwie, dla którego pracował Aleksander i poprosiła o pomoc w poszukiwaniach. Niechcący włożyła kij w mrowisko. W latach pięćdziesiątych Instytut 3394 zajmował się: projektowaniem broni atomowej; tworzeniem tarczy jądrowej, służącej do obrony kraju; przetwarzaniem i optymalizacją paliwa jądrowego oraz konstruowaniem promów kosmicznych.[25]

Inaczej mówiąc: wynik zimnej wojny w dużej mierze zależał od efektów pracy Instytutu, a wszelkie dokonywane w nim działania oznaczano klauzulą tajności o krytycznej wadze. Informacja o zaginięciu Aleksandra zerwała dyrekcję na równe nogi. Wedle relacji świadka:

Kiedy okazało się, że turyści zaginęli, siostra zadzwoniła z prośbą o pomoc w poszukiwaniach brata. Dyrekcja przestraszyła się, że Kolewatow uciekł za granice i rozgłasza tajemnice państwowe. Dlatego z Moskwy do Swierdłowska natychmiast wyjechali pracownicy służb specjalnych.[26]

Kwestia mapy dostarczonej przez Riagina oraz panika w Instytucie 3394 mocno skomplikowały sprawę poszukiwań. Przyjrzyjmy się sprawie bliżej, z punktu widzenia partii. Oto grupa turystów dostała tajny dokument z precyzyjnie zaznaczoną lokalizacją obiektów wojskowych na Uralu oraz miejsc wydobycia miedzi i złoto. Dlaczego geolog, zobowiązany do zachowania tajemnicy, wyniósł tajną mapę z zakładu pracy? Dlaczego turyści, po odebraniu mapy, zaginęli bez śladu? Czy uciekli za granicę ze znalezionym po drodze złotem? Co ważne: w okolicy znajdują się łagry, pełne więźniów politycznych. W międzyczasie partii dostarczono kilka donosów, wedle których ekipa Diatłowa składała się ze szpiegów planujących ucieczkę za granicę.[27]

Niepokój wzbudzał również skład grupy. Trójka turystów pracuje w tajnym zakładzie atomowym w Majaku. Jeden wie o wypadku jądrowym z 1957 roku, gdyż osobiście usuwał jego skutki (oficjalnie Rosja przyznała się do katastrofy krysztymskiej dopiero w 1992 roku). Inny turysta, który odebrał tajną mapę od geologa, pracuje w elitarnym Instytucie 3394. Jeszcze kolejny nosi dziwne, francuskie nazwisko. W wycieczce bierze udział córka szanowanego i wpływowego towarzysza partii oraz syn generała, którego pracę zachwalał sam towarzysz Stalin. Mówiąc wprost: sprawa wydaje się co najmniej dziwna.

Miejsca pracy uczestników wyprawy wzbudzały poważne obawy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, dotyczące wydanie tajemnic państwowych. Rozważano również kradzież uralskiego złota. Takie wydarzenia na wyprawie, która jak wiadomo, odbywa się cześć partii, ośmieszałyby całą instytucją i wszystkie struktury wywiadowcze ZSRR.

Rodziny i koledzy Diatłowców nie znali przyczyn paniki, która wybuchła w kręgach partyjnych. Zauważyły jednak, że organizacja poszukiwań utknęła w martwym punkcie, a sprawa zaginięcia turystów bardziej interesuje wywiad niż ratowników. Jurij Judin wspomina ten czas w słowach:

Atmosfera na uczelni była bardzo napięta. Wiele osób zostało przesłuchanych przez różne organy: gdzie turyści mogli się podziać, dlaczego poszli akurat tam? Przecież w składzie grupy był Francuz, plotkowano o Kriwoniszence i Słobodzinie.[28]

Ani Sekcja Turystyczna, ani Komisja Tras Turystycznych nie kwapiły się do podjęcia żadnych stanowczych działań. Rodzice Diatłowców sami skontaktowali się z Wiżajem, aby potwierdzić, że turyści nie dotarli do tego punktu.[29] Jednocześnie ich koledzy i koleżanki z Politechniki Uralskiej zaczęli pełnić całodobowy dyżur telefoniczny.

Hektary tajgi i loty nad Uralem

W czasie składania zeznań w prokuraturze Rimma nie pozostawiła suchej nitki na organizacji poszukiwań, wyraźnie zaznaczając, iż: „poszukiwania rozpoczęły się tylko i wyłącznie pod wpływem nalegań ze strony rodziców turystów”.[30] Jeszcze ostrzejsze słowa znajdują się w zeznaniach Władimira Słobodzina, ojca Rustema:

Przez równo miesiąc nikt nie wiedział nic o grupie, jej miejscu pobytu i o tym, co się z nią stało. Organizacja poszukiwań rozpoczęła się 18 dni po katastrofie. […] Jest oczywiste, iż po takim czasie nie można było zakładać, że poszukiwania pozwolą udzielić pomocy lub schronienia któremukolwiek z uczestników.[31]

Lew Gordo, kierujący pracami Klubu Sportowego na Politechnice Uralskiej, martwił się o swoich znajomych studentów. Jednak trapiły go również inne kwestie. Oto bowiem przy okazji poszukiwań grupy Diatłowa lub (czego również nie można było wykluczyć) ich tragicznego finału, na światło dzienne mogły wyjść rzeczy, o których Lew Gordo nie chciał nikogo informować. Przykładowo: jak to się stało, że szef Klubu Sportowego wypuścił w środku zimy na Ural, na wyprawę o najwyższym stopniu trudności grupę swoich podopiecznych, bez dokładnej wiedzy o tym, gdzie i którędy zamierzają się udać? Jakim cudem zatwierdzono plan wyprawy z tak oczywistym brakiem w dokumentacji? Co więcej: wedle dokumentacji na wyprawę miały udać się osoby, które ostatecznie nie wzięły w niej udziału.[32] Siemiona Zołotariowa w ogóle nie odnotowano w protokole.

Na podstawie rysunku Riagina ustalono, iż turyści mogli zaginąć nie tylko w drodze do Otorten, ale również szczytu Ojka-Czakur lub w drodze powrotnej do Wiżaju. W praktyce oznaczało to, że ekipa ratunkowa, brocząc w śniegu po pas, musi natychmiast przeszukać kilkadziesiąt hektarów zamarzniętej tajgi. Zadanie to było po prostu niewykonalne.

Doprowadzony do apogeum stresu Lew Gordo zwrócił się do władz z prośbą o przydział śmigłowca. Oczywiście, odmówiono mu użyczenia jakiegokolwiek sprzętu. Wyjaśniono natomiast, iż nad Północnym Uralem nie mogą latać przypadkowe samoloty, gdyż jest to strefa powietrzna zamknięta i dostępna jedynie dla wojska. Wówczas Gordo zwrócił się z prośbą o pomoc do Afanasija Jesztokina – drugiego sekretarza partii w Swierdłowsku, którego znał z wojska i wspólnej walki na frontach II wojny światowej. Oczywiście Jesztokin  o zaginięciu turystów został już wcześniej poinformowany przy okazji newralgicznej mapy i teorii szpiegowskiej. Postanowił pomóc koledze. Uruchamiając swe rozliczne kontakty i wpływy, w ekspresowym tempie uzyskał pozwolenie z Moskwy na oblot w wojskowej przestrzeni powietrznej.[33]

Należy tu wyjaśnić, iż istota zezwolenia nie sprowadzała się do samego lotu, które nad północnym Uralem odbywały się tak często, iż wymagały zbudowania lotniska w Iwdelu oraz zatrudniania kilku pilotów z  123 pułku lotniczego. Problem dotyczył pasażerów samolotów, czyli krótko mówiąc cywilów, niewtajemniczonych w skomplikowany system poligonowo – łagrowy. Dlatego Lew Gordo nie latał sam. Od pierwszego oblotu towarzyszył mu oficer KGB.[34] Z czasem, zaniechano tej praktyki z uwagi na zbyt małą liczbę oficerów, niezdolnych przypilnować kilkudziesięciu ratowników. Dzięki temu powstały pierwsze w historii zdjęcia Północnego Uralu, wykonane z powietrza przez nieznanych fotografów – cywilów.

Ural, łagry, Iwdel Fot. 7 Fotografia wykonana z okna samolotu nad miastem Iwdel, podczas poszukiwań grupy Diatłowa. 1959 rok.

Ural, łagry, Iwdel, Uszma Fot. 8 Zdjęcie wykonane w czasie poszukiwań grupy Diatłowa z okna samolotu. Przedstawia wyciętą w tajdze polanę oraz fragment drogi dojazdowej, która najprawdopodobniej wiodła do łagru w Uszmie.

„Ciemna strona” poszukiwań

Ekipę poszukiwawczą Politechniki Uralskiej zasilili przede wszystkim studenci z Sekcji Turystycznej, którzy po feriach zimowych powrócili ze swoich wypraw. Niektórzy byli przeziębieni, inni poważnie chorzy, wszyscy przemęczeni trudami trasy i chronicznie niewyspani. Do akcji wyruszyli z torbami leków na gorączkę i plastrami na poobcieranych stopach. Dołączyli do nich studenci niezwiązani z Sekcją Turystyczną, którzy nie wiedzieli, jak wygląda zima w uralskich górach. Gieorgij Karpuszin pracował wówczas jako pilot w 123 pułku lotniczym w Iwdelu. Ekipę poszukiwawczą zapamiętał następująco:

W jednym z pierwszych dni naszej pracy przyleciał samolot rejsowy An-2. Przywiózł dwunastu studentów z Politechniki Uralskiej. Podeszli do nas i powiedzieli stanowczo: „jutro zawieziecie nas na miejsce”. Popatrzyliśmy na nich zdziwieni. Mało im tych dziewięciu zaginionych, czy co? Ubrali lekko, w kurteczki szturmowe, buty do biegania. Pomyślałem: dzieci czy macie pojęcie, gdzieżeście przylecieli?[35]

Organizacja poszukiwań stwarzała bezpośrednie zagrożenie nie tylko dla studentów, wysłanych w góry bez odpowiedniego przygotowania i wyposażenia. Pilot Karpuszin wyznał, iż piloci pracujący na lotnisku w Iwdelu zostali zmuszeni do złamania wszelkich procedur bezpieczeństwa. Kiedy oblatywali teren Otorten, zawożąc na miejsce poszczególne grupy poszukiwawcze, widoczność wynosiła jedynie 300 – 350 metrów. W rozmowie z pisarzem Olegiem Archipowem (badaczem tragedii na Przełęczy) Karpuszin opisał to w słowach:

Mam już 81 lat. Czy rozumie Pan, dlaczego wreszcie chcę o tym opowiedzieć? […] Wszystkie loty poszukiwawcze zorganizowane były z naruszeniem wszystkich procedur bezpieczeństwa. W ogóle nie wolno latać przy takiej widoczności. Każdy lot mógł się skończyć tragedią.[36]

W aktach śledczych nie wspomniano o tym fakcie. Na skutek ostrego sprzeciwu pilotów dostarczono im samoloty An-2 (zamiast dotychczas używanych Jak-12), które były wyposażone w bardziej nowoczesną aparaturę nawigacyjną.

Kwestie logistyczne poszukiwań, które kompletnie przerosły Sekcję Turystyczna rozwiązało wojsko, kierując do pracy żołnierzy zatrudnionych w jednostce 6602, ochraniającej uralskie łagry. Akcją dowodził pułkownik Gieorgij Ortiukow, kierownik Katedry Przysposobienia Obronnego Politechniki Uralskiej, wykładowca taktyki wojskowej.

Gieorgij Ortiukow, Żukow, ZSRR Fot. 9 Pułkownik Gieorgij Ortiukow, kierownik akcji poszukiwawczej. Był weteranem wojennym, zasłużonym w wojnie zimowej z Finlandią. Przez pewien czas robił karierę polityczną w Moskwie, został osobistym sekretarzem samego Gieorgija Żukowa, podczas pełnienia przez niego funkcji Ministra Obrony ZSRR.[37] Ortiukow wycofał się z wielkiej polityki i osiadł w Swierdłowsku, kiedy Żukow przegrał walkę o władzę z Nikitą Chruszczowem i utracił wszystkie przywileje. Fot. – domena publiczna, wolna licencja.

Ekipa poszukiwawcza wypowiadała się o pułkowniku Ortiukowie z dużym szacunkiem i sympatią. Należy jednak wyraźnie podkreślić, iż Ortiukow, blisko związany z wojskiem, nie darzył szczególnym szacunkiem prowadzącej śledztwo prokuratury cywilnej. Nie oddał jej nawet znalezionego na miejscu tragedii notesu Siemiona Zołotariowa.

Zachowanie pułkownika było wierzchołkiem góry lodowej. Wpływ wojska na przebieg pracy prokuratury cywilnej (a w zasadzie nieustanne utrudnianie śledztwa prowadzące do impasu) zostanie dokładnie umówione w kolejnych odcinkach.

____

© Alice Lugen. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Proszę o wskazanie autora i źródła przy korzystaniu z prawa cytatu.

  • Konsultacja historyczna – Michaił Kaszczow.
  • Konsultacja z zakresu wojskowości – Sasza Klodocin.
  • Konsultacja z zakresu regulacji prawnych ZSRR – Andriej Radczin.
  • Konsultacja w zakresie topografii – Grigorij Kontaniszow.
  • Tłumaczenie cytatów i odczytanie rękopisów – Alice Lugen.

Zdjęcia użyte na stronie pochodzą ze zbiorów Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa, prowadzonej przez Jurija Kuncewicza, z siedzibą w Jekaterynburgu, która posiada do nich wszelkie prawa. Z wyjątkiem serwisu diatlow.pl fotografia nie może być upowszechniana bez pisemnej zgody Fundacji. Powyższe zastrzeżenie nie dotyczy fotografii należących do domeny publicznej.

W artykule wykorzystano:

  • Fragment listu wysłanego w 1990 roku do redakcji gazety „Уральский рабочий”. Prawa do materiału: Уральский рабочий.
  • Wypowiedź Jurija Szteina (naukowca fizyka, związanego m.in. z Politechnika Uralska) dla redakcji К. П. – prawa autorskie do materiału К. П.
  • Fragment wspomnień pilota Gieorgija Karpuszina – prawa do materiału i pierwodruk Oleg Archipow АиФ-Урал.

____

Wykaz źródeł:

[1] Информация о походе гр. Дятлова, Удобное Дело, Том 1, 32 – 35

[2] Н. Рундквист Жуткие окрестности „Горы Мертвецов”, Сто дней на Урале, Уральские Аэрогеодезические Предприятие, 1993

[3] Допрос свидетеля Брусницына, Удобное Дело, Том 1, 362 – 369

[4] Допрос свидетеля Юдина Ю. Е., Удобное Дело, Том 1, 293-294

[5] Протокол осмотра лабаза, Удобное Дело, Том 1, 8 – 10

[6] Dziennik Ludmiły Dubininy, prowadzony w czasie wyprawy na Otorten w 1959 roku

[7] Допрос свидетеля Гордо Л. С.,  Удобное Дело, Том 1, 305 – 306

[8] Н. Варсегов и Н. Варсегова Моего отца каждый день вызывали в КГБ по гибели туристов, К. П., 19.08.2017

[9] Допрос свидетеля Гордо Л. С.,  Удобное Дело, Том 1, 305 – 306

[10] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[11] Допрос свидетеля Брусницына, Удобное Дело, Том 1, 362 – 369

[12] Дело группы Дятлова: три тупиковых версии, „Не так”, Радио „Эхо Москвы”, 12.04.2014

[13] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[14] В. М. Аскенадзе, письмо в редакцию „Уральский рабочий”, 1990

[15] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[16] Дополнительный допрос Масленникова, Удобное Дело, Том 1, 295-297

[17] Допрос свидетеля Гордо Л. С.,  Удобное Дело, Том 1, 305 – 306

[18] Постановление о прекращ. Дела, Удобное Дело, Том 1, 384 – 387

[19] Допрос свидетеля Слободина В. М., Удобное Дело, Том 1, 275 – 281

[20] Постановление о прекращ. Дела, Удобное Дело, Том 1, 384 – 387

[21] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[22] Ю.Е. Юдин Дело, которое не имеет номера, Выступление на вечере памяти в зале Звездный УГТП-УПИ, Текст видеозаписи выступления  на вечере 50 Лет трагедии, 02.02.2009

[23] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[24] Л. Иванов Тайна огненных шаров, Ленинский Путь, 22-24.12.1990

[25]Акционерное обществоВысокотехнологический научноисследовательский институт неорганических материалов имени академика А.А. Бочвара„: www.bochvar.ru

[26] Н. Варсегов и Н. Варсегова  Новая версия гибели туристовлыжников: Группа участвовала в испытаниях гиперзвукового оружия?, К. П., 04.06.2014

[27] Н. Варсегов и Н. Варсегова Единственный выживший на перевале Дятлова: «Я должен был погибнуть десятым», К. П., 17.10.2012

[28] Н. Варсегов и Н. Варсегова Единственный выживший на перевале Дятлова: «Я должен был погибнуть десятым», К. П., 17.10.2012

[29] Пусть говорят: Перевал Дятлова: не ходи туда, TV Россия, Первый канал, 16 – 17.04.2013

[30] Допрос свидетеля Колеватовой, Удобное Дело, Том 1, 270 – 272

[31] Допрос свидетеля Слободина В. М., Удобное Дело, Том 1, 275 – 281

[32] Информация о походе гр. Дятлова, Удобное Дело, Том 1, 32 – 35

[33] Н. Варсегов и Н. Варсегова Моего отца каждый день вызывали в КГБ по гибели туристов, К. П., 19.08.2017

[34] Н. Варсегов и Н. Варсегова Моего отца каждый день вызывали в КГБ по гибели туристов, К. П., 19.08.2017

[35] А. Архипов Высота 1079, „АиФ-Урал” 2004, № 2 – 3

[36] А. Архипов Высота 1079, „АиФ-Урал” 2004, № 2 – 3

[37] Матвеева А. Перевал Дятлова или Тайна девяти, АСТ, Москва 2013