Jurij Kriwoniszczenko

Przyjaciele turyści! Z okazji Nowego Roku, życzę Wam:

noclegów w dalekich górach, wypraw po dzikich terenach,

lekkich plecaków i zawsze dobrej pogody.

List Jurija Kriwoniszczenki do uczestników wyprawy[1]

 

Kriwoniszczenko formalnie nosił imię Gieorgij, jednak przyjaciele i rodzina nazywali go Jurijem. Pracował w tajnym zakładzie atomowym i miał dostęp do krytycznie ważnych i niebezpiecznych tajemnic państwowych. Aby zrozumieć wagę spraw, którymi zajmował się Jurij, warto najpierw bliżej poznać jego ojca Aleksieja. Istnieje bowiem  podejrzenie, iż znał on prawdę o przyczynie tragedii na Przełęczy.

Jurij Kriwoniszczenko i Ludmiła Dubinina Fot. 1 Jurij Kriwoniszczenko i Ludmiła Dubinina podczas wyprawy na Otorten.

Kriwoniszczenki nie ruszać

Ojciec Jurija – Aleksiej Konstantinowicz Kriwoniszczenko, urodził się w 1907 roku na Ukrainie. Zdobył wyższe wykształcenie, pracował jako kierownik elektrowni GRES, należał do partii.[2]  Był bardzo wpływowym i szanowanym człowiekiem, inżynierem wojskowym w stopniu generała.

O tym, jak wielkim cieszył się autorytetem, najdobitniej świadczy wydarzenie z 1949 roku. Wówczas to na zarządzaną przez ojca Jurija budowę, przywieziono cement, którego z powodu nieukończenia budowy składów, nie dało się wyładować. Sprawa była poważna, skutkowała stratami finansowymi, zatem Aleksieja Kriwoniszczenkę oskarżono i wezwano do prokuratury. Za niedopatrzenie, narażające przedsiębiorstwo państwowe na straty, powinien zostać surowo ukarany. Stało się jednak inaczej. Brat Jurija – Konstantyn twierdzi, iż prokurator zamknął dochodzenie i po prostu polecił kontynuować pracę. Wedle słów Konstantyna:

Ojciec kątem oka zobaczył na stole prokuratora telegram o treści: „Kriwoniszczenki nie ruszać. Józef Stalin”.[3]

Stworzony do kariery

Inteligent i ambitny Jurij, wsparty autorytetem i licznymi kontaktami ojca był niemalże stworzony do kariery zawodowej. Urodził się 7 lutego 1935 roku w mieście Zuhres, w obwodzie donieckim, na Ukrainie. Jego rodzice przeprowadzali się stosunkowo często w związku ze zmianą miejsca pracy ojca. Kiedy Jurij miał 5 lat, Aleksiej Kriwoniszczenko został zatrudniony w elektrowni, a rodzina przeprowadziła się do Kurachowki. Rok później osiedli w mieście Uralsk, w którym w 1942 roku Jurij rozpoczął naukę w szkole. Po roku 1945 jego rodzina mieszkała w Orsku, następnie w Czisłowie i Krasnojarsku.[4]

Od 1949 roku Jurij zamieszkał z rodzicami w Swierdłowsku, na ulicy Moskiewskiej. W tym czasie wstąpił do Komsomołu i skończył szkołę numer 1 oraz odbył trzy praktyki zawodowe, w tym jedną w elektrowni GRES, zarządzanej przez swojego ojca. Miał brata Konstantyna. Jego matka  Nadieżda pochodziła z inteligenckiej rodziny.

Jurij Kriwoniszczenko - ofiara tragedii na Przełęczy DiatłowaFot. 2 i 3 Zdjęcia Jurija Kriwoniszczenki z okresu studiów na Politechnice Uralskiej.

W 1952 rozpoczął studia na Wydziale Budownictwa Politechniki Uralskiej. Pracę dyplomową obronił 26 czerwca 1957.[5] Z indeksu Jurija wynika, że uczył się bardzo dobrze. Na świadectwie ukończenia studiów dominują oceny dobre i bardzo dobre.

Jurij Kriwoniszczenko - indeks z Politechniki Uralskiej Fot. 4 Indeks Jurija Kriwoniszczenki z Politechniki Uralskiej.

Po zakończeniu edukacji Jurij został zatrudniony w miejscu prestiżowym, strategicznie ważnym, tajnym, tajemniczym i niebezpiecznym.

Katastrofa w Majaku

Latem 1957 roku Jurij rozpoczął pracę na stanowisku inżyniera[6] w kombinacie numer 817, nazywanym w Rosji Majak.[7] Był to tajny zakład atomowy, znany również jako Czelabińsk 40, a następnie Czelabińsk 65, od nazwy położonego 70 km dalej miasta Czelabińska. Odległość między Majakiem a rodzinnym domem Jurija w Swierdłowsku wynosiła około 150 km. Część pracowników zakładu mieszkała na stałe w Oziorsku, tak zwanym „zamkniętym mieście”, do którego nie wpuszczano osób z zewnątrz.

29 września 1957 w Majaku wydarzyła się jedna z największych na świecie katastrof nuklearnych, kiedy to z powodu awarii systemu chłodzenia eksplodował zbiornik nr 14, znajdujący się na terenie zakładu w kompleksie S-3. Siła eksplozji porównywalna była do wybuchu 75 ton trotylu[8] i odrzuciła w powietrze pokrywę zbiornika o wadze 160 ton. Wewnątrz znajdowało się 256 metrów sześciennych płynnych odpadów radioaktywnych.[9] Wydarzenie to, znane również jako katastrofa kysztymska, stało się przez wiele dekad jedną z pilniej strzeżonych tajemnic w Związku Radzieckim.

Doktor nauk chemicznych, pracujący w Majaku na stanowisku kierowniczym, wspomina dzień eksplozji następująco:

Około 16:30 rozległ się silny wybuch, od którego wyleciały szyby ze wszystkich okien. […] Wojskowi w pierwszej chwili wybiegli na dwór, zapewne uważając, że wybuchła wojna i pobiegli po broń. Tam, gdzie znajdował się skład odpadów radioaktywnych, podniósł się ogromny, brunatny słup pyłu.[10]

Jurij Kriwoniszczenko był świadkiem katastrofy[11] i zajmował się likwidacją jej skutków, poprzez oczyszczanie skażonych terenów.[12] Wiele osób zatrudnionych do usuwania skutków katastrofy (a precyzyjniej mówiąc: zmuszonych) zmarło. Jurijowi udało się przeżyć.

Pomnik wystawiony likwidatorom katastrofy kysztymskiejFot. 5 Pomnik wystawiony likwidatorom katastrofy kysztymskiej. (Domena publiczna).

Katastrofa miała charakter tajemnicy państwowej o najwyższej wadze. Nie poinformowano o niej ludzi, żyjących w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu oraz na terenach, gdzie z wiatrem przeniosły się toksyczne opary.

Gulszara Ismagiłowa (w chwili katastrofy miała 9 lat i mieszkała w miejscowości Tatarska Karabołka), wspomina, iż milicja kazała mieszkańcom jej wsi niszczyć i zakopywać plony z pól. Wiele zaangażowanych do pracy dzieci pochorowało się ciężko, część zmarła na nowotwory.[13] W tej samej wsi mieszkał również Rizwan Chabibullin, który wraz z innymi uczniami szkoły średniej, pracował w dniu katastrofy na polu w kołchozie. Rizwan wspomina:

Po godzinie 16 usłyszeliśmy dochodzący  z zachodu huk i poczuliśmy poryw wiatru. Pod wieczór na pole opadła dziwna mgła. My oczywiście nic nie podejrzewaliśmy i kontynuowaliśmy pracę. […] Po kilku dniach, z jakiegoś powodu, zmuszono nas do zniszczenia niewywiezionych jeszcze zbiorów. Później zacząłem cierpieć na straszne bóle głowy. Pamiętam, że zataczałem się z wyczerpania po polu, ból ściskał jak obręcz, miałem krwotoki z nosa, praktycznie straciłem wzrok.[14]

Do wystąpienia katastrofy Rosjanie przyznali się już po upadku ZSRR w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Na stronie internetowej Majaku po prostu pominięto to wydarzenie (link tutaj).

W 1957 roku w ZSRR o katastrofie w Majaku nie mógł wiedzieć nikt, poza ściśle kontrolowaną i stosunkowo niewielką grupą specjalistów, władz i decydentów, do których zaliczał się Jurij Kriwoniszczenko. Władze ukrywały bowiem skażenie obszaru o powierzchni 39 000 kilometrów kwadratowych.[15]

Jak działał zakład atomowy Majak?

Dotychczas żaden historyk nie ustalił precyzyjnie liczby ofiar Majaku i naprawdę trudno oczekiwać, aby komukolwiek udało się to zrobić. Na terenach skażonych lub potencjalnie skażonych mieszkało bowiem prawie pół miliona ludzi. Nie prowadzono rejestrów ofiar katastrofy, a część z nich zmarła po upływie lat, na skutek nowotworów. Ponadto, aby znać pełne dane o skali śmierci spowodowanych przez Majak, wskazane byłoby nie ograniczać się jedynie do katastrofy z 1957 roku, ale przeanalizować wszystkie lata funkcjonowania zakładu oraz pośrednie jego konsekwencje np. w postaci skażenia okolicznych wód, które z kolei mogło przyczynić się do kolejnych zgonów.

Warto odnotować, że w latach 1953 – 2000 w Majaku wydarzyły się co najmniej 34 katastrofy i awarie. W kwietniu 1957 roku, kiedy Jurij mógł już pracować w Majaku, w fabryce numer 20 doszło do samorzutnej reakcji łańcuchowej, w wyniku której zmarł jeden z pracowników. Rok później w październiku miała miejsce podobna awaria. Wówczas zginęły trzy osoby,  a jedna straciła wzrok. Poza specjalistami (do których zaliczał się Jurij) w Majaku pracowali wojskowi, cywile oraz więźniowie i więźniarki,[16] których angażowano do prac krytycznie niebezpiecznych.Władze nie prowadziły dokładnych statystyk zgonów więźniów politycznych, jak również nie badały ich przyczyn.

Istnieje wiele świadectw lokalnej ludności, dotyczących utraty zdrowia na skutek katastrofy w Majaku. Gulsajra Galiułlina, mieszkanka wsi Tatarska Karabołka, miała wtedy 23 lata i jak wspomina:

Byłam wówczas w ciąży z drugim dzieckiem. Mimo to, mnie również wypędzili na skażone pole i zmusili do kopania. Cudem to przeżyłam, ale teraz i ja i moje dzieci ciężko chorujemy.[17]

Katastrofa w Majaku - dokumenty Fot. 6 Dokument z 1957 roku dotyczący plonów zebranych na wsi Tatarska Karabołka. Niektóre z nich kazano zniszczyć, inne zostały uznane za zdatne do użytku.

Ponadto działania zakładu w nieodwracalny sposób zdegradowały środowisko naturalne, np. poprzez zatrucie jeziora Karaczaj, które doczekało się niechlubnego miana „najbardziej skażonego miejsca na ziemi”. To tu wylewano skażone ścieki i toksyczne odpady z Majaku,[18]  kompletnie ignorując fakt, że szkodliwe substancje mogą przeniknąć do wód gruntowym i zatruć kolejne obszary, jak również stanowić śmiertelne zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Na konsekwencje krótkowzrocznej polityki nie trzeba było długo czekać. 10 lat po katastrofie w Majaku, na skutek suszy, część wód jeziora Karaczaj wyschła, a radioaktywne opary zostały przeniesione przez wiatr na pobliskie tereny, w tym również te, które ucierpiały na skutek katastrofy z 1957 roku.

Radioaktywność, teren skażony Fot. 7 Wieś Musliumowo, teren skażony po katastrofie kysztymskiej. Krowy mleczne pasą się za tablicą zabraniającą zbioru jagód, grzybów i plonów z pól z powodu radioaktywności. (Фото Архив Cоветского Cоюза, public.)

Kolejnym miejscem składowania i wylewania toksycznych śmieci uczyniono rzekę o nazwie Tiecza. Zakłady w Majaku nie były w stanie samodzielnie przetworzyć i zneutralizować uranu, plutonu i wszelkich innych odpadów, powstających na skutek prowadzonych w tym miejscu prac, dlatego (decyzją kierownictwa Majaku) od 1949 roku wrzucano i wylewano je do wspomnianej rzeki.[19]

Gulfira Chajatowa, mieszkała w dzieciństwie niedaleko Majaku, we wsi Musliumowo (zdjecie 7 ). Jej opowieść doskonale obrazuje skalę degradacji środowiska i brak elementarnej troski o zdrowie ludzi:

Moje pierwsze wspomnienia, związane z rzeką Tiecza, to drut kolczasty. Oglądaliśmy ją ze starego, drewnianego mostu. Rodzice nie puszczali nas nad rzekę, nie tłamaczyli powodów. Być może sami niewiele widzieli. Lubiliśmy chodzić po moście i zachwycać się kolorami tęczy, błyszczącymi na niedużej wysepce. Woda była przezroczysta i czysta, ale rodzice mówili, że to rzeka „atomowa”. Rzadko rozmawiali o katastrofie z 1957 roku, a jeśli już rozmawiali to szeptem. Pierwszy raz zrozumiałam, że z naszą rzeką jest coś nie tak, kiedy pojechałam z mamą do innej wsi i zobaczyłam inną rzekę. Byłam bardzo zdziwiona, że nie ma drutu kolczastego i można do niej podejść.[20]

Radioaktywność, teren skażony Fot. 8 Tablica ostrzegawcza, wyznaczająca początek niebezpiecznej, zamkniętej strefy. Fot. domena publiczna.

Część terytorium, na które po katastrofie z 1957 roku, przeniosły się z wiatrem radioaktywne opary do dziś dnia pozostaje zamknięte.[21] W internecie odnaleźć można sporo aktualnych fotografii ogrodzeń z drutu kolczastego i tablic ostrzegawczych z zakazem wstępu, zrobionych przez mieszkańców okolic Majaku lub historyków. Do dziś można również spotkać pordzewiałe znaki ostrzegające przed substancjami promieniotwórczymi, których od 1957 roku nikt nie zdemontował.

Usuwanie skutków katastrofy kysztymskiej

Jakie dokładnie prace podjął Jurij Kriwoniszczenko w celu usunięcia skutków katastrofy? Niestety nie wiadomo. Jego brat Konstanty wie jedynie, iż Jurij kierował pracami podległych mu żołnierzy.[22] Mimo ewakuacji ludności, niszczenia plonów ze skażonych terenów i prac na terenie samego zakładu, katastrofa spowodowała nieodwracalne szkody zdrowotne lokalnych mieszkańców i zatrucie ogromnych terenów. Warto nadmienić, że działania podjęte przez władze skutkowały wybuchami paniki wśród lokalnej ludności. Natalia Smirnowa (w chwili katastrofy mieszkała w mieście Oziorsk, położonym najbliżej Majaku) wspomina:

Pamiętam, że w mieście wybuchła panika. Po wszystkich ulicach jeździły specjalne samochody i wylewały wodę na asfalt. Przez radio mówiono, że  musimy wyrzucić wszystko, co mieliśmy w domach i ciągle myć podłogę. Wielu pracowników Majaku zachorowało wówczas na chorobę popromienną. Każdy bał się coś powiedzieć albo choćby o coś zapytać, ze strachu przed zwolnieniem lub nawet aresztowaniem.[23]

Poeta, turysta, przyjaciel

Przed rozpoczęcie pracy w Majaku Juri Kriwoniszczenko prowadził typowe życie studenta Politechniki. Przyjaźnił się z Igorem Diatłowem, brał udział w wielu jego wyprawach.  Blisko kolegował się z Ziną, Ludą, Nikołajem i Rustemem, którzy często gościli w swierdłowskim domu jego rodziców.[24] Dom na ulicy Moskiewskiej zachował się w pamięci również innych studentów Politechniki. E Zinowjej wspomina, że rodzice Jurija z sympatią patrzyli na spotkania towarzyskie kolegów i koleżanek ich syna.[25] Bywali tu młodsi i starsi studenci Politechniki, sporo osób poznało się i zaprzyjaźniło właśnie w domu Jurija. Częstotliwość spotkań była na tyle spora, że kolacje na ulicy Moskiewskiej stały się niejako lokalną tradycją.

Jurij Kriwoniszczenko z przyjaciółmi Fot. 9 Jurij (pierwszy od lewej) z przyjaciółmi na wyprawie nad jeziorem Tawałuj. 1958 rok.

Brat Jurija Konstantin zapamiętał Jurija jako towarzyską i wesołą osobę. Jego ulubiona piosenka zaczynała się od słów: kocham cię życie i mam nadzieję, że z wzajemnością.[26] Jurij grał na mandolinie, śpiewał, interesował się muzyką, lubił żartować. W czasie wyprawy Igora Diatłowa również dał temu dowód. 24 stycznia na dworcu w Serowie, podczas długiego i nudnego oczekiwania na pociąg, zdjął z głowy czapkę i śpiewając dla  podróżnych, udawał żebraka. Ludzie wrzucali mu do czapki drobne monety, ku rozbawieniu uczestników grupy Diatłowa.[27]  Wybryk ten nie spodobał się milicji, która go aresztowała i udzieliła pouczenia.

Jurij Kriwoniszczenko z koleżankąFot. 10 Jurij z koleżanką. Dokładna data wykonania fotografii nie jest znana.

W grupie Diatłowa Jurij był powszechnie lubiany. Ludmiła Dubinina w swoim dzienniku wyrażała się o nim z sympatią, podobnie jak o innych absolwentach Politechniki Uralskiej:

W ogóle bardzo ich lubię. Jest duża różnica między nimi, absolwentami Politechniki: Rustemem, Nikołajem, Jurijem a nami. Mają dojrzalsze sądy, są od nas mądrzejsi.[28]

Turystom bardzo zależało na tym, aby Jurij wziął udział w tej wyprawie, co wymagało uprzednio uzyskania urlopu w Majaku. Sprawa okazała się skomplikowana. Jurij wspomniał o problemie w liście z dnia 27 grudnia 1958, wysłanym do Igora i pozostałych turystów. Wyjaśnił, że musi skończyć pilną pracę, gdyż bez tego administracja zakładu nigdzie go nie puści, a wykonanie zadania komplikują mrozy, dochodzące do minus 30 stopni. Warunki pogodowe spowodowały przestój w pracy zakładu, trwający już od dwóch dni,[29] i tym samym Jurijowi odmówiono urlopu.

Zasmuceni turyści poprosili o pomoc Sekcję Turystyczną Politechniki Uralskiej, która wystosowała specjalne pismo do dyrekcji zakładu w Majaku. Poinformowano w nim, iż wyprawa nie ma charakteru turystycznego, lecz odbywa się na część XXI Zjazdu Partii. Wówczas dyrekcja zakładu (z oczywistych powodów) natychmiast przyznała Jurijowi wolne dni.[30]

Śmierć pod cedrem

Pochodzący z zamożnej rodziny Jurij posiadał lepsze wyposażenie turystyczne niż pozostali uczestnicy wyprawy, np. w postaci specjalnych butów filcowych. Jurij Judin wspomina o tym w słowach:

Kriwoniszczenko miał bardzo dobry ekwipunek, futrzane burki, miękkie, które zakładał na noc, zawsze był ciepło odziany. […] Dlaczego akurat Kriwoniszczenko? Cóż, reszta to byli studenci. Mieszkali w internatach, nie mieli możliwości finansowych, aby kupić drogie buty filcowe.[31]

Najlepsze wyposażenie nie ochroniło Jurija przed śmiercią z powodu hipotermii. Jego zwłoki zostały znalezione 26 lutego, pod cedrem, obok zwłok Jurija Doroszenki i pozostałości po rozpalonym przez turystów ognisku. W protokole sekcji zwłok wskazano szereg drobnych urazów w postaci ran i zadrapań, rozległy krwiak na prawej skroni,  odmrożenia palców kończyn, oparzenia II i III stopnia, w tym ogromne oparzenie 31 na 10 cm, ze zwęgleniem skóry na całej zewnętrznej powierzchni lewego podudzia.[32] Istnieje szereg świadectw potwierdzających nietypowy kolor jego skóry ofiar, określany przez różne osoby jako brązowy, pomarańczowy lub żółty.

Zeznania ojca i  długie milczenie

W dniu 14 kwietnia 1959 roku śledczy prokuratury obwodu swierdłowskiego, nazwiskiem Romanow przesłuchał w charakterze świadka ojca Jurija. Aleksiej Kriwoniszczenko postawił następującą hipotezę:

Słyszałem, że w odległości kilku metrów od ogniska znajdowało się wysuszone drzewo, a w nim chrust, którego nie spalono. Niewykorzystanie gotowego opału do ogniska jest możliwe tylko w sytuacji, w której nie można go zobaczyć, co w mojej opinii miało miejsce. Obaj turyści znalezieni przy ognisku stracili wzrok w nagłych okolicznościach i dlatego, chociaż mieli możliwość podtrzymania ognia oraz zapasy opału, nie byli w stanie tego zrobić. To było przyczyną ich śmierci. Taka jest moja hipoteza.[33]

Konstantyn, brat Jurija pamięta, że ojciec po powrocie do domu z kostnicy po prostu milczał. Zapytany, czy widział Jurija, przytaknął i nie chciał o tym rozmawiać. Konstantyn nie wyklucza, że ojciec znał przyczynę tragedii na Przełęczy. Wspomina, iż mówiono o nieudanej próbie wojskowej oraz awarii rakiety, która powinna dolecieć do Nowej Ziemi z Kazachstanu.[34]

Pomnik Jurija Kriwoniszczenki w Jekaterynburgu Fot. 11 Pomnik Jurija na cmentarzu Iwanowskim w Jekaterynburgu. Na górze, pod gwiazdą czerwoną, umieszczono napis „turysta”. 

Ociec Jurija, niezadowolony z pracy prokuratury, napisał list do Komitetu Centralnego Partii. W odpowiedzi złożono mu żarliwe wyrazy współczucia z powodu śmierci syna oraz zapewnienie, że „winni zostali ukarani”.[35] Warto zwrócić szczególną uwagę na wspomnianą korespondencję, ponieważ jest to jedyny dokument, w którym zawarto wzmiankę o jakichkolwiek „winnych.” Po tragedii na Przełęczy generał Kriwoniszczenko odsunął się od partii, zamknął w sobie i długie lata uparcie milczał, nie chcąc dzielić się z nikim swoimi przemyśleniami.

Matka Jurija boleśnie przeżyła śmierć syna. Pierwsze pytanie, jakie zadała uczestnikom poszukiwań, brzmiało: powiedzcie, czy Jurij zginął dzielnie, jak mężczyzna?[36] Nie chciała rozmawiać o tragedii. W jej rocznice siadywała przed wiszącym na ścianie portretem syna i płakała. Rzeczy, które Jurij zabrał na wyprawę, oddane rodzinie przez prokuraturę, spakowała do walizki i do końca życia trzymała ją pod łóżkiem. Kiedy zmarła w wieku 83 lat, walizkę z rzeczami syna złożono w jej grobie.[37]

Ślady na mapie

W grudniu 1958 roku Jurij Kriwoniszczenko nadał list do Igora Diatłowa i pozostałych, zamieszkałych w Swierdłowsku, przyjaciół, w którym poinformował o kłopotach z uzyskaniem urlopu. W toku śledztwa trafił on do prowadzącego sprawę prokuratora Iwanowa, który nie widząc w korespondencji nic istotnego dla dochodzenia, oddał list na pamiątkę Judinowi – jedynemu ocalałemu z tragicznej wyprawy turyście.

List rozpoczyna się od rymowanych życzeń, ułożonych przez lubiącego pisać wiersze Jurija. Życzył przyjaciołom długiego życia oraz tego, aby na mapie Rosji zapisały się ich turystyczne ślady. Tak się stało, kiedy bezimienny stok został nazwany Przełęczą Diatłowa, ku pamięci ofiar tragedii.

Jurij Kriwoniszczenko - ofiara tragedii na Przełęczy Diatłowa Fot. 12 Jurij przed namiotem, podczas jednej z letnich wypraw studentów Politechniki Uralskiej.

Hipotezy

Istnieją hipotezy, wedle których Jurij był tajnym pracownikiem KGB, związanym z kontrwywiadem, który miał zarazem dostęp do krytycznie niebezpiecznych i ważnych tajemnic państwowych. Rzekome powiązania Jurija z wywiadem lub kontrwywiadem oraz jego wiedza o tajemnicach państwowych zrodziły koncepcje wedle których, grupa Diatłowa miała spotkać się w górach z pracownikami tajnych służb, którym Jurij mógł przekazywać pewne materiały lub zdekonspirować szpiegów. Wedle innych hipotez Jurij dokonał w Majaku kradzieży, na skutek której za grupą wysłano współpracowników KGB, którzy dokonali na Przełęczy zbiorowej egzekucji. W innej hipotezie Jurija i wszystkich świadków zamordowali z zemsty bliscy ofiar, które pracowały w zespole ds. usuwania skutków katastrofy w Majaku i (w odróżnieniu od Jurija) zmarły na chorobę popromienną.

Pierwszym badaczem sprawy, który połączył Jurija z KGB oraz obcym wywiadem był Aleksiej Rakitin,[38] Trzeba jednak zauważyć, że wspomniany autor nie przedstawił ani jednego dokumentu, który w jakikolwiek sposób mógłby potwierdzać jego domniemania. Podobnie jak autorzy wszystkich przytoczonych powyżej hipotez oraz szeregu innych, jeszcze bardziej spektakularnych koncepcji, bazujących na łączeniu tragedii w Majaku ze śmiercią grupy Diatłowa.

____

© Alice Lugen. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Proszę o wskazanie autora i źródła przy korzystaniu z prawa cytatu.

Zdjęcia (z wyjątkiem fotografii z domeny publicznej) pochodzą ze zbiorów autorki lub Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa, prowadzonej przez Jurija Kuncewicza, z siedzibą w Jekaterynburgu, która posiada do nich wszelkie prawa. Z wyjątkiem serwisu diatlow.pl żadna fotografia nie może być upowszechniana bez pisemnej zgody autorki lub Fundacji.

  • Konsultacja historyczna – Michaił Kaszczow.
  • Konsultacja z zakresu medycyny sądowej – VOTUM.
  • Konsultacja dotycząca katastrofy w Majaku – Andriej Riubwarow.
  • Tłumaczenie cytatów – Alice Lugen.

W artykule wykorzystano:

  • List Jurija Kriwoniszczenki do Igora Diatłowa i pozostałych turystów, 27.12.1958. Archiwum Fundacji Pamięci Grupy Diatłowa.
  • Fragment wypowiedzi Konstantyna Kriwoniszczenki, prawa autorskie do materiału – К. П.
  • Wypowiedź Jurija Judina z wywiadu udzielonego Mai Piskariewej, prawa autorskie do materiału – Maja Piskariewa.
  • Tłumaczenia fragmentów relacji świadków katastrofy w Majaku, pochodzące z publikacji: Ф. Байрамовой Ядерный архипелаг, Казань, 2005.

____

Dodatkowe materiały o katastrofie kysztymskiej:

  • Film o katastrofie kysztymkiej (napisy angielskie) – tutaj
  • Obszerna publikacja o katastrofie w Majaku (angielski) – tutaj
  • Dokumenty dotyczące katastrofy (rosyjski) tutaj 
  • Materiały archiwalne i dokumenty (rosyjski) – tutaj

____

Wykaz źródeł:

[1] Rękopis. List Jurija Kriwoniszczenki do Igora Diatłowa i pozostałych turystów, 27.12.1958

[2] Допрос свидетеля Кривонищенко, Удобное Дело, Том 1, 273 – 274

[3] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[4] Rękopis. Autobiografia Georgij Kriwoniszczenko, w: Akta osobowe numer 527289 Politechniki Uralskiej

[5] Akta osobowe numer 527289 Politechniki Uralskiej – Georgij Kriwoniszczenko

[6] А. Матвеева Перевал Дятлова или тайна девяти, АСТ, Moskwa 2013

[7] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[8] Ural Mountains Nuclear Waste. Nr 392, w: www1.american.edu

[9] Е. Миляева Маяк”: Первая атомная катастрофа Советского Союза, Российская Газета, 02.05.2014

[10] Л. П. Сохина Мои воспоминания о работе на химкомбинатеМаякЧелябинск-65, 1993

[11] М. Огечин Тайна горы мертвецов. Перевал Дятлова, Россия-1, 5-6.03.2013

[12] А. И. Ракитин Смерть, идущая по следу, Кабинетный ученый, 2013

[13] Катастрофа на комбинате «Маяк» 29 сентября 1957 г., nuclear.tatar.mtss.ru

[14] Ф. Байрамовой Ядерный архипелаг, Казань, 2005

[15] Ural Mountains Nuclear Waste. Nr 392, w: www1.american.edu

[16] Ф. Байрамовой Ядерный архипелаг, Казань, 2005

[17] Ф. Байрамовой Ядерный архипелаг, Казань, 2005

[18] В. Рискин Карачай исчезнет через пять лет, Челябинский Рабочий, 25.07.2000

[19] V. F. Peretrukhin, B.G. Ershov, A.P. Zakharov 34 Years at the steering wheel of the Institute, История Нaуки и Техники, 2009, № 11

[20] Ф. Байрамовой Ядерный архипелаг, Казань, 2005

[21] Е. Миляева Маяк”: Первая атомная катастрофа Советского Союза, Российская Газета, 02.05.2014

[22] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[23] Катастрофа на комбинате «Маяк» 29 сентября 1957 г., nuclear.tatar.mtss.ru

[24] А. И. Ракитин Смерть, идущая по следу, Кабинетный ученый, 2013

[25] А. Матвеева Перевал Дятлова или Тайна девяти, АСТ, Moskwa 2013

[26] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[27] М. Огечин Тайна горы мертвецов. Перевал Дятлова, Россия-1, 5-6.03.2013

[28] Rękopis. Dziennik Ludmiły Dubininy, prowadzony w czasie wyprawy na Otorten w 1959 roku

[29] Rękopis. List Jurija Kriwoniszczenki do Igora Diatłowa, z dnia 27.12.1958

[30] М. Огечин Тайна горы мертвецов. Перевал Дятлова, Россия-1, 5-6.03.2013

[31] М. Пискарева  Сто Вопросов Юдину, Журнал Самиздат, 30.08.2012

[32] Акт исследования трупа Кривонищенко Г., Удобное Дело, Том 1, 112 – 119

[33] Допрос свидетеля Кривонищенко, Удобное Дело, Том 1, 273 – 274

[34] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[35] В. Вохмин Незабытая трагедия, Областная Газета, 30.01.1999

[36] Н. Рундквист Жуткие окрестности „Горы Мертвецов”, Сто дней на Урале, Уральские Аэрогеодезические Предприятие, 1993

[37] Н. Варсегов и Н. Варсегова Отец одного из погибших студентов мог знать правду о трагедии, К. П., 02.02.2014

[38] А. И. Ракитин Смерть, идущая по следу, Кабинетный ученый, 2013